Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Tylko dla nich". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Tylko dla nich". Pokaż wszystkie posty

środa, 9 grudnia 2015

Rozdzial V

Gomen, że tak późno, ale jest >.< Dziękuje wam bardzo za komentarze- dają mi siłę :) 


<***>

Zauważyłem, że ostatnie zdarzenia zmieniły sposób postrzegania mnie przez Shizu-chana. Wcześniej była w nim tylko nienawiść. Zastanawiam się kiedy zaczął myśleć o tym jak się czuję. W którym momencie zacząć patrzeć na mnie inaczej i przede wszystkim co sprawiło, że zaczął mnie widzieć w TEN sposób? Tak czy inaczej, choć ze smyczy Shizu-chana nic nie wyszło, blond piesek trzymał się zadziwiająco blisko mnie przez całą drogę, co chwile na mnie zerkając. Gdy po raz czwarty poczułem na sobie niepewny wzrok blondyna zirytowałem się.
- Shizu-chan jesteś dziewicą przed pierwszym razem? - powiedziałem sarkastycznie obdarzając go spojrzeniem jakim człowiek patrzy na sedes, gdy przychodzi do spuszczenia wody. Następne posłane w moją stronę spojrzenie było już jadowite 
- Huh?! - warknął w moją stronę- O co ci do cholery chodzi wszo? -usłyszałem pretensjonalny głos Shizu-chana
- O to SHIZU-CHAN, że patrzysz na mnie przez cały czas. To irytujące - powiedziałem patrząc arogancko zmrużonymi, czerwonymi ślepiami w płynnie złote oczy blondyna. Na jego skroni pojawiła się żyłka, gdy usłyszał ton mojego głosu
- Tak jakby obchodziło mnie co cię irytuje. Będę patrzył tam, gdzie do cholery, będę chciał - warknął zgryźliwie w moją stronę ucinając rozmowę. Jeżeli myślał, że to wystarczy żeby zamknąć mi usta to się przeliczył. 
- Wolałbym, żebyś jednak NIE patrzył, kto wie kiedy znów cię najdzie na molestowanie mnie. Aż tak cię ciśnie potworku ? - rzuciłem w jego stronę drwiąco i skierowałem sugestywne spojrzenie w strone jego rozporka. Usłyszałem głos gniecionego papieru. To najprawdopodobniej biedna paczka papierosów w kieszeni blondyna 
- Co do cholery?! Przecież to ty jęczałeś o więcej jak w tanim porno! - warknął w moją stronę wyprowadzony z równowagi (Autorka:GOMEN >.<). Prawie się zatrzymałem słysząc jego słowa. Jednak udając, że "tanie porno" wcale nie wywarło na mnie takiego wrażenia, szedłem nonszalancko przed siebie.
- Odróżniaj jęki rozkoszy, a jęki odmowy bestio. Nie myśl sobie, że byłeś w stanie sprawić  mi jakąkolwiek przyjemność - syknąłem przepalając jadowitym szkarłatem złoto jego oczu. Patrzył na mnie jeszcze przez chwile
- Ah tak - powiedział obojętnie wyjmując zgniecioną fajkę z kieszeni i odpalił zapalniczkę, za drugim razem otrzymując wymarzony żar. Zaciągnął się dymem i powolnym ruchem warg wypuścił tytoń z płuc. Patrzyłem na niego jeszcze przez chwilę. Dlaczego...? Dlaczego był tak spokojny? Nie mogłem przez chwile odeprzeć wrażenia, że właśnie z nim przegrałem. Co do ... ? Spojrzałem uparcie przed siebie ignorując idącego obok mnie wroga. Byliśmy już w zaułku. To tutaj spotykają się niebieskie kwadraty. Wiedział, że tu przyjdę, teraz jestem w pułapce i mogę jedynie czekać, aż zechce tutaj przyjść. Usiadłem na środku chodnika nic sobie nie robiąc z miny blondyna pod tytułem " Popierdoliło cię wszo?" Czekałem. Nie potrwało długo nim w ciemnym zaułku pojawił się cień. Przed nami ukazał się człowiek, była to dziewczynka. Czarnowłosa dziewczynka wisząca na sznurze podskakując jak szmaciana lalka. Jej drobne ciało zostało zrzucone na przywiązanej linie, a wraz z napinaniem się liny jej głowa zaczęła unosić się i opadać targana przez sznur. Ktoś przywiązał jej szyje  i spuścił gwałtownie w naszą stronę. To była Kururi. 
Muszę przyznać, że trzeba się natrudzić, by wywrzeć jakiekolwiek wrażenie na mojej silnej psychice. To była jedna z rzeczy, z których byłem dumny. Słabą psychiką można łatwo zmanipulować człowiek- ja byłem poniekąd uodporniony i to odróżniało mnie od tych bezmyślnych istot. Czy ta sytuacja wywarła na mnie jakiekolwiek wrażenie?Skłamałbym mówiąc, że nie. Czy jest to coś co mogę zignorować? Tak, to potrafię zrobić. Dzięki tej postawie zachowałem niewzruszony wyraz twarzy, który bynajmniej nie był udawany. 
Usłyszałem  jak fajka Shizu-chana uderza lekko o podłogę. Podszedłem do zwłok dziewczynki i dotknąłem jej pulsu, choć i bez tego wiedziałem- była martwa. Dotknąłem jej policzka, a moją dłoń przeszedł chłód 
- Nie żyje od kilku dobrych godzin - powiedziałem pusto
- Czy to ... ? 
- Tak Shizu-chan to Kururi. Wspominałem już- dwoje to o jednego zakładnika za dużo- powiedziałem beznamiętnie. Chwyciłem za nożyk i przeciąłem grubą linę łapiąc drobne ciałko na plecy - Muszę przyznać, że to uciążliwe, ale musimy się tym zająć. Choć Shizu-chan, wygląda na to, że jednak możesz się do czegoś przydać - powiedziałem idąc w stronę Shinjuku.

<...>

Gdy dotarliśmy do apartamentu (idąc uliczkami w których nikt nie interesował się martwym ciałem targanym przez dwie legendy Ikebukuro) położyłem bezwładne ciało na czarnej sofie. Zacząłem ją rozbierać 
- Izaya.. ? - powiedział Shizu-chan patrząc na moje poczynania. Właśnie rozpinałem jej pomarańczową koszulę 
- Tak, Shizu-chan? - powiedziałem docierając do ostatniego guzika i pozbawiając dziewczynkę górnej części garderoby. 
- Co ty do cholery robisz?! - powiedział całkowicie wyprowadzony z równowagi. Nie patrząc na niego kontynuowałem rozbieranie jej, pozbawiając ciało też dolnej części ubrań
- Szukam śladów na ciele wskazujących na jakąś wiadomość lub urazy przedśmiertne. Mogę to przetłumaczyć dla ciebie potworku. Nie bez powodu tam wisiała i albo chciał żebym zobaczył, że była torturowana, albo ma przy sobie jakąś wiadomość. Tak czy inaczej obserwował nas i z pewnością zależało mu na tym, by widzieć moją reakcję - uśmiechnąłem się cynicznie. Shizu- chan patrzył na mnie przez chwilę zastanawiając się nad czymś. Z pewnością głowił go fakt kim jest owy "on" ale ku mojemu zdziwieniu nie to pytanie padło z jego ust w następnej chwili 
- Czy to dlatego ty ... tak się zachowywałeś?- zmrużył oczy mierząc mnie wzrokiem. Wyglądał na ... zranionego? 
- Jak, Shizu-chan?- zapytałem od niechcenia. Starałem się utrzymać pozory, ale zainteresowało mnie zachowanie blondyna.
- Tak jakby cię to wcale nie obchodziło- powiedział patrząc w ziemie. Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na niego jak na kompletnego idiotę.
- Haa...? Przecież to nie tak, że kocham ludzi jako pojedyncze istoty- powiedziałem nie rozumiejąc. Przecież nawet nie wiedział o łączących nas więzach, więc skąd w ogóle taki wniosek?  Przechyliłem głowę w bok przyglądając się blondynowi. Pierwsze co zauważyłem była ręka, która wystrzeliła w moją stronę łapiąc mnie za przód koszuli. Mogłem tego uniknąć, ale byłem ciekaw powodu zachowania blondyna.
- Nawet tak do cholery nie mów- wysyczał grożąc - Pamiętam jak się zachowywałeś u Shinry. One nie są dla ciebie grupą. To jako jednostki są dla ciebie ważne- złoto przepalało mnie na wskroś jakby szukało czegoś w mojej twarzy. Westchnąłem mentalnie. A więc to tak ... Pozwoliłem swoim powiekom opaść delikatnie w wyrazie obojętności. Odchylona w tył głowa pozwalała mi z dość bliskiej odległości patrzeć na blondyna z góry. Rubinowe oczy zmatowiały, gdy obdarzyłem go obojętnym spojrzeniem
- Nie doszukuj się Shizu-chan we mnie ludzkich emocji, ponieważ ich nie posiadam. Możesz wmawiać sobie, że coś czuje. Możesz być przekonanym, że jestem taki sam jak każdy inny. Ale pamiętaj, że potrafię mordować z zimną krwią. Wiedz, że nie jedna osoba prosiła o szybką śmierć. Nie zawódź mnie w taki sposób. Popełniać takie błędy jak lekceważenie mnie... To niepodobne do ciebie Shizu-chan. - powiedziałem lodowato patrząc w coraz gęstsze złoto oczu Shizu-chana.
- Skoro tak uważasz to dlaczego zachowujesz się inaczej niż zwykle. Próbujesz schować ból i nie myśleć o tym co zaszło ... Ucieczka, tak to akurat już PODOBNE do ciebie - powiedział przedrzeźniając mnie i puszczając 
- Nie próbuje niczego ukrywać, a już na pewno nie uciekać Shizu-chan. Ty ze wszystkich powinieneś wiedzieć najlepiej w jaki sposób traktuje ludzi. Ty który się do nich nie zaliczasz. - powiedziałem po raz setny do ułomnego potworka - jeżeli wątpisz w mój brak osobistych uczuć do ludzi możesz mnie przetestować - wzruszyłem obojętnie ramionami. Już od dzieciństwa różniłem się od reszty i nigdy mi to nie przeszkadzało. Zawsze byłem znudzony, a to co robiło wrażenie na innych, kompletnie nie miało znaczenia dla mnie. Mnie zwyczajnie fascynowały inne rzeczy. Znalazłem coś co sprawiało mi radość . Tym czymś byli ludzie . Teraz jestem szczęśliwszy niż wszyscy ci, którzy posiadają te błahe uczucia tak skrzętnie wykorzystywane przeze mnie do manipulacji 
- W porządku - wyrwał mnie z rozmyślań Shizu-chan i zanim zdążyłem wydusić z siebie mało elokwentne " Co?" on już przejechał dłonią po moich plecach znajdując skrawek, gdzie czarna bluzka się podwinęła
- Czyli teraz nic nie czujesz, mam racje ?- Moje serce zabiło szybciej, a oczy lekko się rozszerzyły. Nie spodziewałem się tego. Shizu-chan nie czekał aż się przyzwyczaję. Jego usta powędrowały na moją szyję znacząc mokrą ścieżkę
- I teraz również nie czujesz nic...- jego oddech chłodził chwile wcześniej rozgrzaną przez usta i mokrą od śliny szyję. Zadrżałem delikatnie. Jego włosy połaskotały mój obojczyk. Ręka blondyna przeniosła się z pleców na brzuch, a następnie na sutek. Lekko ścisnął zaróżowione miejsce. 
- Skoro i tak nic nie czujesz to raczej nie muszę przestawać. Przecież tobie to obojętne - wyszeptał mi do ucha, gryząc mnie przy tym w płatek i ssąc delikatnie. Zacząłem szybciej oddychać i drżeć przy najmniejszym dotyku. Nie odezwałem się ani słowem aż do teraz 
- Ranisz się Shizu-chan- zdobyłem się na obojętny ton głosu z dużą trudnością. Oderwanie ode mnie blondyna, by odpowiedzieć dało mi chwile na wyrównanie oddechu, choć i tak szło mi kiepsko 
- O czym ty mówisz?- powiedział nie rozumiejąc 
- Dla mnie to nic nie znaczy. Nie ważne co zrobisz efekt wywrze to jedynie na tobie - powiedziałem jak gdybym mówił coś oczywistego - To co robisz nie jest dla mnie niczym wyjątkowym - powiedziałem żeby dodatkowo uświadomić blondyna. Jednak ten zamiast odpowiedzieć pozbawił mnie spodni. Patrzyłem na to wszystko zdziwiony
- Co ty... ? - zapytałem nie rozumiejąc 
- Mówisz, że dla ciebie to nic nie znaczy? Za chwile zapytam cię o to samo.- odpowiedział mi po prostu lekko pocierając mnie przez bieliznę. Rozszerzyłem oczy nie mogąc się powstrzymać od westchnięcia. Shizu-chan przez cały ten czas patrzył na mnie obojętnie . Następne co poczułem to jego dłoń ściskająca mnie dalej przez materiał. Potarł lekko główkę, a ja nie mogąc wytrzymać przyłożyłem do siebie dłoń i z ogromnym bólem wpiłem się w nadgarstek. Jednak Shizu-chan nijak na to nie zareagował. Zwyczajnie pocierał mnie dalej powodując, że bielizna nasiąknęła wilgocią. Teraz jego ręka już się ślizgała. Poczułem jak zdejmuje moją bieliznę, a następnie łapie mnie za członka. Wydałem z siebie zduszony dźwięk, a z mojego nadgarstka poleciała stróżka krwi. Mimowolnie rozszerzyłem nogi dając mu lepszy dostęp. Zerknąłem w amoku w jego stronę i aż się zachłysnąłem. Patrzył bezczelnie w moje oczy, a jego mina wyrażała znudzenie. Gdy nasze oczy się spotkały nacisnął na główkę powodując, że znów zagryzłem się mocniej na nadgarstku, a dźwięk wydobywający się z moich ust był już głośniejszy. Moje oczy stały się dużo wilgotniejsze. Nagle poczułem w sobie palec. Rozszerzyłem źrenicę i wygiąłem się w łuk. Co za dziwne uczucie ... Shizu-chan zaczął mnie rozciągać wyginając palec w różne strony ,co chwile zmieniając kąt zanurzania. Gdy dołożył drugi palec i trafił w czułe miejsce, wygiąłem się z całej siły i podkurczyłem mocno palce u stup, a nadgarstek przestał być już dla mnie ratunkiem. Z mojego gardła wydobył się głośny jęk rozkoszy. Shizu-chan słysząc to postanowił torturować mnie jeszcze bardziej wciąż trafiając w ten punkt i łapiąc mnie drugą ręką za członka. Rozszerzyłem czerwone oczy i krzyknąłem . Poczułem jak Shizu-chan się do mnie przybliża i patrzy mi teraz prosto w oczy nie zaprzestając czynności. Wciąż jęczałem
- Czy to był krzyk odmowy? - powiedział niby od niechcenia, ale moja mina musiała jednak robić duże wrażenie skoro  jego oczy były pełne pożądania i jednocześnie sporej dawki zaskoczenia. Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Nie wiedziałem już nic. Był tylko rytm, w którym Shizu-chan się ze mną zabawiał było tylko złoto, w którym teraz tonąłem . Przestałem się kontrolować i wpiłem się w jego słodkie wargi. Szok blondyna mi nie przeszkadzał, ponieważ w następnym momencie już jęczałem w jego usta dochodząc  w  jego rękę. Opadłem bezwładnie na podłogę patrząc w sufit i dysząc, dochodząc do siebie po dawce rozkoszy. Dopiero teraz poczułem, że po moich policzkach spływają łzy, a z moich ust cieknie stróżka śliny. Byłem w rozsypce. Nie mogłem niczego ukryć w chwili jak ta. Więc zwyczajnie pozwoliłem łzą płynąć dalej. Nie myślałem już, czy były to łzy rozkoszy, czy też żalu. Skoro i tak nie mogłem ich powstrzymać, to czy miało to jakiekolwiek znaczenie? Poczułem zapach tytoniu i usłyszałem dźwięk zapalniczki.   
- Ulżyło ci? To, że nie odczuwam tak jak inni ludzie i nie pieprze się ze swoimi emocjami, nie znaczy, że ciało nie reaguje tak samo. Krótko mówiąc niczego nie dowiodłeś- powiedziałem cynicznie. Mimo łez płynących po moich policzkach i lekko drżących dłoni, nic innego nie świadczyło o moim roztrzęsieniu. Ani wyraz twarzy, ani oczy które wyrażały jedynie pustkę
- Ah tak- usłyszałem obojętnie już po raz drugi dzisiejszego dnia. To oczywiste, że wiedział jak się czuje i zrobił to specjalnie. Znowu przegrałem?
<***>

Spojrzałem na swoje odbicie w lutrze zaparowanym od gorącej wody, z której dopiero wyszedłem. Wilgotne, zaczesane ręką do tyłu czarne włosy i czerwone bezlitośnie miażdżące czerwone oczy. Tylko tutaj mogłem sobie pozwolić na złość, a osoba z lustra z całą pewnością patrzyła na mnie krytycznie. Okazałem słabość wrogowi. To najprostszy sposób prowadzący do śmierci i w moim wypadku upokorzenie najwyższego kalibru. 
Chwyciłem czarny podkoszulek z zamiarem włożenia go przez głowę ale zatrzymałem się i spojrzałem w lustro w bezruchu. Na moich wargach wykwitł obrzydliwie arogancki uśmieszek. Chcesz się bawić Shizu-chan? Dobrze, zabawmy się. Gry to moja specjalność.
Otworzyłem drzwi z głośnym hukiem. Wpatrujący się dotąd w okno Shizuo odwrócił obojętnie wzrok w moją stronę. Rozszerzył oczy i uniósł brwi ze zdziwienia.
- Tak masz zamiar teraz chodzić ubrany?- zapytał taksując spojrzeniem moje nagie ciało. Spojrzałem na niego obojętnie przybliżając się coraz bardziej powolnym krokiem.
- A czy to ma jakieś znaczenie? I tak widziałeś już wszystko, prawda? Nie mów mi, że cię pociągam...- uniosłem brew a kącik moich ust wygiął się w rozbawionym uśmiechu. Odwrócił wzrok najwyraźniej zirytowany
- Chyba żartujesz. Zastanawiałem się za co ta kara... nawet jeśli nie chce muszę cię oglądać - wygiął wargi w zniesmaczeniu. Otaksowałem go pociągłym spojrzeniem. 
-Hee?- czekałem aż zwróci oczy w moją stronę. Już po chwili złote oczy przesuwały się w górę po całym moim ciele, aż dotarły do oczu.- To musi być dla ciebie straszne...- powiedziałem przeciągle przysuwając się do niego i kładąc rękę na podbrzuszu. 
- Co robisz?- zapytał wyraźnie zirytowany naruszaniem jego przestrzeni prywatnej. Potarłem lekko jego rozporek 
- Torturuje- odpowiedziałem zajęty bardziej tą czynnością niż zawracaniem sobie głowy chociażby spojrzeniem mu w oczy, czy wysileniem się na ambitniejszą odpowiedź. 
- A mogę wiedzieć dlaczego i czy możesz do cholery przestać? - zapytał przez zaciśnięte zęby a na jego skroni ukazała się bardzo znajoma żyłka. Całkiem, całkiem...- pomyślałem gdzieś w zakamarku głowy
- Dlaczego, nee...? Myślę, że lubię się tobą bawić- pewnie dlatego. Chociaż jeśli mam być szczery, chcę się odwdzięczyć.- powiedziałem patrząc głęboko w złote oczy
- Odwdzięczyć? - uniósł w górę jedną brew. Spojrzałem na niego rozbawiony
- Przesadzasz ostatnio z molestowaniem mnie, tak więc...- powiedziałem ściskając go mocno i upewniając się, że jest twardy. Odsunąłem się od niego i spojrzałem na swoje dzieło- popatrzę jak za to pokutujesz. Musi boleć, hm? - powiedziałem patrząc jak się krzywi widząc sporej wielkości wybrzuszenie. 
- A teraz jeśli pozwolisz idę się ubrać- powiedziałem ze złośliwym uśmieszkiem. Zdążyłem zamknąć drzwi od łazienki, gdy usłyszałem głośny huk. To prawdopodobnie popielniczka dla gości, którą rzucił we mnie Shizuś, trafiając tym samym w drzwi. Uśmiechnąłem się do odbicia w lustrze. Chyba muszę tu trochę poczekać. A może zacznie się sam zaspokajać w moim salonie...? Wybuchłem śmiechem, gdy pomyślałem o systemie nadzorującym, czyli kamerach umieszczonych w pokoju. 

piątek, 17 kwietnia 2015

Rozdział IV

Ohayo mina !!! Gomenasai ... rozdziały nie były dodawane dość długi czas ale oczywiście zamierzam Wam to wynagrodzić :) Otóż mam zamiar dodać nową zakładkę ze śmiesznymi miniaturkami, którą dodaje już za chwile i zbieram się na oneshota lub songfica - jeszcze do końca nie wiem, ale dodam w ciągu najbliższych trzech dni :3 Dziękuje za komentarze~
 ODPOWIEDZI NA KOMENTARZE :Co do cięcia palców to ja już się nie wypowiadam ~**~ Porażka z kretesem <wywiesza białą flagę>, co do literówki po zastanowieniu też mnie to rozśmieszyło więc nie będę tego na razie zmieniać 
/z rozdziałami będę się spieszyć, bo leń ze mnie <właśnie coś wcina przed komputerem>  *.^ Dziękuje za wene - opłaciły się życzonka / co do Asshantie < czyt. Aszantie > to nie wykluczone, że będzie miał swój udział w opowiadaniu ^^


<<<*>>> 



 - Myślę, że to na tyle jeśli chodzi o nasze spotkanie.  Dokończymy je innym razem-  powiedziałem do niej zobowiązująco.  

Gdy Shizu-chan wszedł do baru, jak każdy normalny klient- przez okno, towarzysz mojego spotkania zrobił coś nieoczekiwanego. Stanęła przede mną zasłaniając mnie swoim ciałem. Jeszcze brakuje rozłożenia rąk, jakiegoś czułego słówka i możemy iść wszyscy do opery mydlanej- myślałem cynicznie. 
- Masz jakiś problem?-  zapytała lodowato. Ton godny seryjnego zabójcy 
- Nagle obudził się w tobie instynkt macierzyński? -  powiedziałem zjadliwie zza jej pleców.  Shizu-chan przez chwile przyswajał informacje. Ciekaw byłem do jakich wniosków doszedł mój potworek~
- Uhh ... Orihara-san miło mi poznać- powiedział uprzejmie zdejmując okulary-  jestem kolegą Izayi-kuna, a to... Było przywitanie.- odpowiedział spokojnie. Mimo, że jego słowa brzmiały niedorzecznie, jego ton sugerował, że to najszczersza prawda! Spokojna postawa, nie pozwalała podważyć jego słów. Cóż pozory muszą być ~
- Yhmm...  -  patrzyła przez chwile zdezorientowana, lekko zmieniając postawę względem przybysza
- Będziemy w kontakcie -  powiedziałem oglądając się na nią przez ramię i rzuciłem się biegiem.  Zaraz za mną ruszył Shizu-chan.
-A teraz czas na pogodę!  W Ikebukuro zapowiada się na deszcz automatów! Zalecamy parasolki wykonane z metalu. Bez obaw sądząc po latających automatach ulewa kieruje się na południe.-  zakrzyknąłem wesoło
- Deszczowi towarzyszy szybko rozprzestrzeniająca się zaraza, w bluzie z futerkiem-  odgryzł się blondyn, goniąc mnie bez opamiętania.  Zaniosłem się śmiechem.
- A więc nawet ty masz rodzinę -  powiedział tuż za mną.  Za blisko!  Przyspieszyłem
- Zależy jak na to patrzeć -  powiedziałem wykonując lekki skręt w bok i wbiegając w zaułek. Przeskoczyłem nad śmietnikiem. Shizu-chan, po odgłosie sądząc, właśnie nim rzucił. Uskoczyłem w bok
- Huh? A jak ty na to patrzysz?-  uniósł brew jednoczenie rzucając we mnie znakiem i warcząc. Chyba zdenerwowało go, że uniknąłem śmietnika. Uskoczyłem przed znakiem i odwróciłem się na moment, by spojrzeć w jego oczy. 
-Ja nie mam rodziny- powiedziałem ostro i zmrużyłem oczy. Blondyn lekko odsunął się, jakby spodziewał się, że zaraz poderżnę mu gardło. Chwila zaskoczenia blondyna była wszystkim czego informator potrzebował. Zatrzymałem się nagle powodując, że blondyn wpadł na mnie z impetem. Moment, w którym płuca blondyna zostały siłą opróżnione z powietrze był tym, w którym ja sięgnąłem do jego ucha gryząc go w płatek. Byłem zły i chciałem się wyładować. Mam nadzieje, że moja blondynka sprosta mojej frustracji i rozładuje napięcie, goniąc mnie dziś trochę dłużej. Zobaczyłem jak ucho różowieje, a mięśnie blondyna momentalnie się spinają. W złotych oczach widniało zaskoczenie, które chwile później zdominowała czysta furia. Odepchnąłem się od pięty i ruszyłem ... a w każdym razie chciałem ruszyć. Blondyn zareagował agresywniej niż myślałem i już po chwili poczułem pociągnięcie do tyłu. Szarpnięcie spowodowało utracenie przeze mnie równowagi i gdyby nie silne ciało przyciskające mnie do zimnej ściany zaułka, możliwe, że wycierałbym chodnik gębą. Poczułem napór jego silnego ciała na moje przednie partie- uniemożliwił mi tym samym ucieczkę .
- Izaya-kun, powinienem ci pokazać jak to jest, gdy ktoś cię gryzie?- warknął przybliżając się do mojej szyi. Z każdym wypowiadanym słowem stróżka powietrza owiewała moją szyje, wprawiając mnie w drżenie. Nie miałem pojęcia, że moja szyja jest tak wrażliwa i szczerze mówiąc dobrze mi było z tą niewiedzą. Miałem nadzieję, że blondyn tego nie zauważył... Widziałem ogień w złotych oczach nachylonego nade mną Shizu-chana. Złoto paliło moją skórę, pożerało mnie od środka, wydzierało wyraźny znak na mojej duszy. Jak jad we krwi działał otumaniająco, groźnie i kusząco zarazem. Blondyn siłą woli kazał mi się podporządkować, a ja mimo usilnych starań, nie mogłem się sprzeciwić. Shizu-chan zbliżył się ponownie, tym razem przejeżdżając gorącym językiem między zgięciem szyi, a ramieniem. Moje ręce mimowolnie chwyciły koszulę blondyna. Zacisnąłem piąstki na gładkim materiale, a moje oczy wyraźnie się zaszkliły. Co do cholery,,, Jeszcze chwila i blondyn zauważy, że zamiast tortur wychodzi mu zupełnie co innego... Ale on chyba już to wiedział. Na początku zdziwiony blondyn, już po chwili uśmiechał się szatańsko. Chciał mnie poniżyć? W prawdzie dla mnie to gorsze, niż ból fizyczny, a blondyn znając mnie od liceum, musiał zdawać sobie z tego sprawę. Złoto wypatrywało najmniejszej reakcji zachowując każde westchnienie dla siebie. Poczułem ugryzienie zaciskające się na uchu i gładki język sunący po nim w następstwie. Jęknąłem głośno odrywając ręce od koszuli ex barmana i zakrywając swoje usta. Moje zaszklone, załzawione oczy starannie unikały kontaktu wzrokowego. Ja właśnie ... jęknąłem ? I to na policzku ... To ... Co to? Ale ... nigdy jeszcze nie było mi tak dobrze ... Gorąco i zimno jednocześnie, a teraz za sprawą samego wzroku tego napastliwego potwora, wiję się i jęczę ... Shizu-chan wyglądał na zaskoczonego moimi reakcjami, a satysfakcja zaczęła widnieć w jego oczach. Pewnie myśli takie jak " Może teraz go nie krzywdzę, ale ciekawe jak później spojrzy mi w oczy. Może wypali sobie miejsca, w których go dotykałem?"- chodziły mu po głowie. Po satysfakcji, następnie przyszła frustracja z racji moich dłoni, usilnie tłumiących niechciane dźwięki. Zmarszczył brwi
- Zostaw - powiedział zabierając moje dłonie z twarzy i łapiąc je jednym nadgarstkiem przygwoździł obie nad moją głową. Moje policzki były wyraźnie zarumienione i najprawdopodobniej mój wygląd też pozostawał w nieładzie. Szkarłat wyraźnie zamglony, usta otwarte łapczywie biorąc hausty powietrza i stróżka śliny spływająca w dół z kącika ust... Jakim cudem ja tak wyglądam?! Nagle poczułem niepokój ... Jak gdyby ktoś mnie obserwował. Zmrużyłem czerwone ślepia podnosząc głowę w stronę dachów. Nic nie zobaczyłem. Złe przeczucie ogarnęło moim ciałem. Może to tylko głupia paranoja, ale postanowiłem to sprawdzić. Skorzystałem z rozkojarzenia blondyna wpatrującego się w moje usta. Szkoda~ Uderzyłem go kolanem w czułe miejsce i zacząłem biec, zaśmiewając się.
Ruszyłem pędem do domu Shinry. Dobiegnięcie tam zajęło mi 10 minut i czułem, że blondyn cały czas za mną biegnie. Kłopotliwe .... Wpadłem przez drzwi frontowe i ... stanąłem jak wryty. Moje mięśnie wyraźnie stężały, a ja pozostałem niezdolny do ruchu. W owym paraliżu zastał mnie Shizu-chan wpadając minute za mną przez drzwi. Zaciekawiony moim nagłym zatrzymaniem i wpatrywaniem się w jeden punkt, zwrócił złote oczy w to samo miejsce. Na białej ścianie odznaczały się szkarłatne ślady dwóch wyrysowanych dziewczynek, z prawdziwymi dwoma pasmami włosów. Od uśmiechniętych buzi odbiegała krwawy dymek " pobawmy się" . Z czerwonego rysunku, niczym farba na płótnie, spływały strugi szkarłatnych kropel w dół ściany.
- Pobawmy się - przeczytałem z pustką w głosie.
Zaśmiałem się gorzko
- Dziewczynki?-  zapytał kojarzyć fakty.  Brawo za dedukcje pierwotniaku miałem to na końcu języka ale jakoś nie chciało mi przejść przez gardło.  Shizu-chan widząc w jakim stanie jestem starał się mnie jakoś pocieszyć choć wiadomo, że wprawy to on w tym nie miał
- Są zakładniczkami- zakładników się nie zabija
- Jesteś tak naiwny,  to nawet słodkie Shizu-chan-  powiedziałem uśmiechając się krzywo, usłyszałem jak warknął na moje stwierdzenie. Westchnąłem. Chyba muszę mu to wytłumaczyć, żeby zrozumiał
- Zakładnik jest żywy, tak długo jak myślimy że żyje, to jaka jest rzeczywistość, to zupełnie inna kwestia. Dodatkowo zakładników jest dwóch.- powiedziałem
- I co z tego ?
- Dwa to o jednego za dużo-   powiedziałem drżącym głosem, śmiejąc się nienaturalnie i nerwowo. Taka ilość krwi....
Tak ... To zasady rządzące podziemiem.  Ale skąd Shizu-chan mógłby o tym wiedzieć...  Może jest bestią ale jest...  Czysty.  Bez skazy, w przeciwieństwie do mnie uwięzionego w mroku podziemia.  Chciałbym być tak naiwny.  Wierzyć w lepsze jutro
- Oi pchło nie tracisz czasem chłodnego podejścia do sprawy? - powiedział w odpowiedzi na moje zachowanie -  Ehm, a gdzie jest Shinra -  bardzo elokwentnie, Shizu-chan chciał zmienić temat
 Gdy dotarło do nas znaczenie tych słów, oboje spojrzeliśmy po sobie rozszerzając oczy wbiegliśmy głębiej do domu
- Shinra? - krzyknąłem głucho z drżącym głosem.
- Tutaj-  usłyszeliśmy stłumiony głos okularki.  Wbiegliśmy do pomieszczenia, z którego wydobywał się dźwięk.  Łazienka...?  Zobaczyłem biały kitel doktora i jego szyję.  Głowy już niestety nie miał - nie, nie zamierzał upodobnić się do Celty i nie obciął sobie głowy.
  Porostu jakimś cudem zaklinował się w toalecie.
- Shinra wszystko w porządku? -  zaczął Shizu-chan, ale nim podszedł do doktora, ja już koło niego byłem i przyciskałem nóż do szyi
- Miałeś je pilnować -  powiedziałem
- Oi poczekaj, zaraz wszystko wyjaśnię...
- Hooo? A więc wyjaśnisz mi jak to się stało? -  zapytałem sugestywnie unosząc brew i mierząc zaklinowaną sylwetkę doktora wzrokiem
Zaśmiał się niezręcznie
- Izaya-kun...  Hehe, bo widzisz chyba ich nie dopilnowałem
- Tyle wiem. Wiec, kto to był?
.
.
.
-Chcesz mi powiedzieć, że byłeś w domu, miałeś kontakt ze sprawcami i nie wiesz nawet ilu ich było?- uniosłem brew wpatrując się natarczywie w kark doktora
-Mówię przecież, że wymiotowałem... Niewypał w nowym leku, który testowałem na sobie.  Dostałem niestrawności.  Zanim się obejrzałem ktoś wepchnął mnie głębiej i..  Zaklinowałem się
- Bezużyteczny -  Skomentowałem sucho.- zajmę się resztą, doktora zostawiam tobie Shizu-chan -  mruknąłem w drodze do drzwi
- Chyba sobie żartujesz! Nie zostawię ich życia w TWOICH RĘKACH- warknął idąc za mną
- A co ty możesz?!- wybuchnąłem. Byłem wściekły na siebie, a wyżywałem się na Shizu-chanie... Nie potrafiłem nawet obronić dwójki dzieci! Blondyn wpatrywał się we mnie w szczerym zaskoczeniu
- Nieważne -  westchnąłem chroniąc resztę dumy-  wiem kto za tym stoi, więc po prostu pomóż Shinrze
- Celty niedługo będzie,  a Shinra nigdzie się stąd nie wybiera-  sarknął dalej uważnie mnie lustrując ... Mnie, który .... Nie przebierając w słowach zaczął nagle, bez żadnych uprzedzeń rumienić się jak jakaś dziewica
- Izaya... ? - brew blondyna podjechała w górę na ten osobliwy widok. Odwróciłem wzrok
- Co do tego wcześniej...  Zapomnij o tym, ne ? - powiedziałem kończąc niemal błagalnie.  Nie wiem co go napadło, ani co napadło mnie i nie chce wiedzieć, sam fakt że tak się poniżyłem sprawiał, że chciałem mieć wybiórczą pamięć. I zabić blondyna, gdy ten cyrk się skończy
- A so -  powiedział unosząc kącik ust - mówisz o tych jękach, czy o rumieńcach?- moje źrenice rozszerzyły się jeszcze bardziej, a policzki pokryły się głębszym odcieniem różu
- O-obu... - wyjąkałem
-Heee .... - powiedział przeciągle -  jak dla mnie w porządku kedo na... ( autorka: ale wiesz ...) Co zrobisz z malinkami na szyi? Są jak małe dowody zbrodni - wzruszył ramionami uśmiechając się lubieżnie
- C-cco?! -  zakwiliłem łapiąc się za szyję. Przez moment jeszcze stałem osłupiały nim Shizu-chan nie przypomniał mi o jednej ważnej kwestii
- Nie masz innych zmartwień teraz na głowie? - uniósł brew w górę.  To było jak kubeł zimnej wody.  Przybrałem swój zwykły wyraz twarzy
- Chodź pierwotniaku, kupić ci smycz żebyś się po drodze nie zgubił? - Izaya power return!  Uśmiechnąłem się sarkastycznie, by nie myśleć o poniżeniach, jakie mnie dotąd spotkały w obecności blondyna.  Zabije go, gdy już pomoże mi uporać się z konfliktem rodzinnym,  zawsze dobrze mieć swojego goryla ~

sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdzial III

Kiasarin, co do obcinania palców scyzorykiem ... W anime wielokrotnie pokazane jest jak informator małymi ostrzami ( rzucając nimi) przecina stalowe rury i bilbordy na stalowych ramach, więc pomyślałam, że kość raczej nie będzie stanowiła dla niego problemu :3 Dodaje to tutaj, bo zapomniałam o tym wspomnieć w komentarzu


Dziś próbuje z narracją pierwszoosobową... być może w ten sposób będzie to bardziej czytelne 



Inaba, specjalnie dla ciebie dzisiaj gość honorowy ^^ ~



Postaram się wyprowadzić na prostą opowiadanie po ostatnim niewypale z rozdziałem II


<<<*>>>

- Moshi moshi- odebrałem swój prywatny telefon, jednocześnie przeglądając na komputerze nowinki z najbliższych dzielnic. Coś wyraźnie było nie tak...
- Orihara-kun- usłyszałem głos starszej kobiety, a moje palce pędzące po klawiaturze komputera zaprzestały swojej czynności. Niespodziewane. Próbowałem zachować spokój, mimo niemałego wstrząsu wywołanego telefonem. Dzwoniła na telefon prywatny, co oznaczało, że nie będziemy rozmawiać o sprawach służbowych
- Ara ara, czyż to nie Takeda-san?- odezwałem się dość nieformalnie. Rozmowa wyglądałaby diametralnie inaczej, gdyby chodziło o interesy, jednak poza nimi wraz z Takedą-san jesteśmy w dość dobrych stosunkach. Powiedziałbym na stopie koleżeńskiej. A właściwie byliśmy... Dlatego właśnie jej telefon był niemałą niespodzianką ...
-Ile to już minęło odkąd rozmawialiśmy?... - odezwała się uprzejmie, wyraźnie rozbawiona moim zachowaniem.- Czy miałbyś może czas, by się ze mną spotkać?
-Hoo? Niespodziewane... - powiedziałem przeciągle nie kryjąc podejrzeń.- Czy termin goni nas jakoś szczególnie?- zapytałem przechodząc w ton bardziej służbowy.
- Aa- powiedziała potwierdzająco - zależy mi na czasie, a tak właściwie Tobie na nim zależy Orihara-kun- usłyszałem miły, lecz rzeczowy ton. Takeda-san również przeszła do tematu interesów
-Skoro Pani tak twierdzi... Shikata nai ( autorka: nie ma wyjścia )- powiedziałem wzruszając teatralnie ramionami i okręcając się na fotelu, czego rozmówca już nie mógł zobaczyć- Termin?- powiedziałem rzeczowo. Spotkanie było w moim interesie, więc to ja musiałem się dostosować . Tak właśnie działa podziemie
- Dzisiaj- powiedziała idąc mi niejako na rękę, wybierając najbliższy termin. Założę się, że zwykle w tak pilnych sprawach każe czekać miesiąc, bliskim znajomym- tydzień. Uśmiechnąłem się do siebie rozbawiony. Darzyłem dużym szacunkiem tą kobietę i cieszyło mnie, że nie było to jednostronne. Cóż dobrze jest mieć wysoko postawionych znajomych
- Miejsce? - dla nas obojga było oczywistym, że nie zjawię się w TAMTYM miejscu ...
- Jest ciepło, a ja dawno nie byłam w Ikebukuro, myślę, że park byłby w porządku - zaśmiałem się na jej odpowiedź. Cała Takeda-san, nie planuje ułatwić mi życia. Szczwana, starsza kobieta. W parku załatwiając ważne interesy i to w Ikebukuro, gdzie roi się od ludzi mogących mi zaszkodzić
- Doskonały wybór - przeszedłem do sarkazmu jednocześnie zakańczając sprawy biznesowe- Mam jeszcze tylko jedno pytanie- powiedziałem uśmiechając się ironicznie- Dlaczego telefon prywatny? Czyż to nie są interesy służbowe?
- Orihara-kun jesteś o sto lat za młody, by pouczać mnie w kwestii interesów - powiedziała rozbawiona, lecz za moment odpowiedziała na moje pytanie- Nasze interesy nie szły ostatnimi czasy zbyt dobrze, a kontakt się urwał. Jak na razie nie jesteśmy współpracownikami w interesach, a wiem jak potrafisz zabawiać się ludźmi, którzy nie dość dosadnie określili swoje stosunki z tobą . " To nie jest zdrada, w końcu nigdy nie byliśmy partnerami w interesach ... " ka?- zacytowała moje słowa, które dawno temu wypowiedziałem do jej męża. Głupiec niepotrafiący utrzymać się w podziemiu. Jego upadek był kwestią czasu.
-A więc teraz jest to sprawa prywatna, niewiążąca się z podziemiem, hm? Mam rozumieć " przysługa" dla starego znajomego?- powiedziałem przenikliwie coraz lepiej się bawiąc. Ubóstwiam tą kobietę! Jest doskonałym przykładem człowieka stale ewoluującego!
- Owszem, robię dla ciebie wyjątek Orihara-kun
-"Czuj się zobowiązany", czy jakoś tak... ka? - odpowiedziałem będąc pewnym, że starsza kobieta właśnie się uśmiechnęła, a w jej wyblakłych oczach zawitały psotne iskierki.
- Mata ne - ( autorka: Do zobaczenie ) usłyszałem wesoły głosik nim połączenie się urwało


<<<*>>>

- Iza- nii chcemy iść z tobą!- męczyły mnie, gdy zakładałem buty. Myślę, że każdy inny na moim miejscu, by się zirytował. W końcu ta rozmowa trwała godzinę.
- Nie możecie być ze mną, gdy załatwiam interesy- powtórzyłem po raz kolejny
- Ale my się tutaj nudzimy! Tutaj nie ma nic ciekawego...
- Dobrze, więc pójdziecie gdzieś, gdzie jest wiele ciekawych rzeczy, takich jak kobieta bez głowy i doktorek- masochista, który jest mi dłużny after-party- mruknąłem. Usłyszałem w odpowiedzi ich rozradowany śmiech

Bez zbędnych subtelności otworzyłem drzwi do mieszkania swoistej parki Ikebukuro .
-Shinra~- zakrzyknąłem w progu, a nierozgarnięta znajoma sylwetka przybiegła do mnie w podskokach, poprawiając okulary
- Izaya-kun? - powiedział zaskoczony uśmiechając się - mam cię poskładać?
- A czy wyglądam na przemeblowanego?- powiedziałem ironicznie, unosząc brew. Doktorek zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, przykładając palec do ust, w zamyśleniu
- Nie bardzo - odpowiedział w końcu, wzruszając ramionami- więc... co mogę dla ciebie zrobić?
- Zajmij się nimi- powiedziałem. Na początku Shinra wyglądał na dość skołowanego, dopóki zza moich pleców  nie wyłoniły się dwie dziewczęce główki
- Czyż to nie Kadoty ... - zaczął
- Nie to nie Dotachina- przerwałem z sarkastycznym uśmiechem, lekko podirytowany. Śpieszyłem się
- Ola Boga! A więc twoje?!- zakrzyknął doktorek, poprawiając okulary, które z wrażenia podskoczyły na jego nosie
- Shinra znów testowałeś na sobie jeden z tych twoich specyfików?- zapytałem, wzdychając zażenowany. Popatrzył na mnie urażony
- A na kim niby mam je testować, poza tym jak to się ma do naszej rozmowy?- uniósł brew patrząc na mnie jak na kompletnego idiotę. Nic zwyczajnie pomyślałem, że twoja głupota, lub opóźnione myślenie jest jakimś skutkiem ubocznym- miałem tą ripostę na końcu języka, ale stwiedziłem, że zagłebianie się w rozmowę z okularnikiem, tylko zabiarze mi cenny czas.
- Er... Shinra, w każdym razie, liczę na ciebie - powiedziałem ucinając tą niedorzeczną rozmowę
- Oi, czekaj... Izaya?! - usłyszałem za sobą krzyk doktora, ale nie słyszałem reszty wypowiedzi ,oddalając się coraz bardziej.
- Sate to ... ( autorka: A więc ... / Zatem ... ) do parku...- mruknąłem, unosząc jeden kącik ust w ironicznym uśmiechu. Poczucie humoru pani Takedy było bardzo wyszukane. I niestety kłopotliwe - myślałem, wykręcając numer jednego z najbardziej przydatnych mi ludzi .
- Asshantie- wypowiedziałem imię obcokrajowca- dopilnuj, by w pobliżu parku nie kręcił się żaden z niepożądanych degeneratów
- Kiedy? - usłyszałem spokojny głos
- Teraz- w słuchawce usłyszałem głuchą ciszę
- Polemizowałbym z możliwością wykonania tego zadania, ale rozumiem, że dla ciebie słowo "niemożliwe" nie jest żadną przeszkodą- powiedział spokojnie, wzdychając do słuchawki
-Po prostu się tym zajmij, nie bez powodu dzwonie właśnie do ciebie, to nie pierwsza lepsza sprawa
- Oczywiście- odpowiedział jak na lojalnego podwładnego przystało


<<<*>>>

Zobaczyłam zbliżającą się do mnie znajomą sylwetkę
-Długo pani czekała, Takedo-san?- zapytał uprzejmie i może wyglądałoby to jakby się tym przejął, gdyby nie jego cyniczny uśmiech i rozluźniona postawa
-Ależ skąd- skłamałam gładko, a jego uśmiech poszerzył się. W myślach przeszły mnie ciarki. Wszystko we mnie krzyczało o tym jak niebezpiecznie było robienie z nim interesów ... jednak to samo niebezpieczeństwo, tak bardzo do niego przyciągało ... Tak długo, jak jest moim sojusznikiem ...
-Więc...- zrobił piruet i usiadł na murku obok, machając nogami- O czym chciała pani porozmawiać?
-Najpierw zapytam o rzecz dość oczywistą. To twój teren. Zadbałeś o poufność naszej przyjacielskiej rozmowy?- podpuściłam go dobrze wiedząc, że miejscem tym przysporzyłam mu kłopotów. Nawet nie drgnął. Uśmiechnęłam się delikatnie- profesjonalista. Mało takich ludzi wbrew pozorom w podziemiu ...
- Odpowiedzialność za wszelkie przecieki, biorę na siebie- powiedział zgryźliwie, ale w jego oczach błysnęło poczucie humoru, widziałam również, że powędrowało ono ledwo zauważalnie w prawo. A więc miał człowieka, który się tym zajął? W sumie nie było to dziwne ...nienaturalne byłoby, gdyby  tak wysoko postawiona osoba w podziemiu, osobiście dbała o takie błahostki. Popatrzyłam na niego poważnie odgarniając lśniące, białe kosmyki z twarzy
- Układ sił w trzech dzielnicach zaczyna się zmieniać- powiedziałam czując jak bez reszty pochłania mnie szkarłat jego hipnotyzujących oczu- Pewien człowiek idąc po trupach, wdrapuje się na szczyt w Shibui- widziałam jego zamyślenie i wzrok wyraźnie przyswajający informacje-  Dodatkowo są nowe posunięcia... TEGO człowieka - spiął się lekko na te słowa, co umknęłoby mojej uwadze, gdyby nie wyostrzone zmysły. Od początku byłam ciekawa jego reakcji na te słowa. Ciężko gdy biznes zaczyna mieszać się ze sprawami rodzinnymi, hm?- Co do tożsamości człowieka wspinającego się na wyżyny w Shibui, nie mam żadnych informacji, jednak co do ... powiązanego z tobą człowieka mam pewne wskazówki... Wiem, że kontaktował się z jednymi z kolorowych gangów. Podejrzewam, że chce zawrzeć z nimi jakąś ugodę, co do reszty nie jestem pewna oraz ... - spojrzałam na niego trochę niepewnie- miałam ci przekazać wiadomość .
 -Wiadomość? Od kogoś z podziemia? - uniósł brew nonszalancko, choć jego głos był lekko spięty. Najwyraźniej poprzednie informacje były dla niego bardzo ważne
- Cóż zacznę od tego, że podane ci informacje są sprawdzone i jedynie dla twoich uszu. Poza moim człowiekiem, mną oraz Tobą nie wie o nich nikt z osób trzecich. Co do wiadomości jest od tej kobiety ...
- Kobiety ? - powiedział na początku nie rozumiejąc
- Orihary- dokończyłam. Już w chwili wypowiadania tych słów, wiedziałam, że nie powinnam była tego mówić. Jego spojrzenie się zmieniło
-Takeda-san prosiłbym, by nie nazywała pani moim nazwiskiem osób poniżej poziomu. To mi uwłacza- patrzył na mnie niczym drapieżnik. Widać było, że w każdym momencie może stracić nad sobą panowanie. To przerażające, gdy tak opanowana osoba jak on, traci kontrolę. Nie lubiłam momentów, w których był rozdrażniony, ale momentów, w których ktoś nadepnie na minę i sprowokuje go, nienawidziłam jeszcze bardziej. Przeszły mnie ciarki. Właśnie byłam tym nieszczęśnikiem, który nie patrząc pod nogi nadepnął na jedną z nich. Cóż fakt, faktem uratował mnie brak tytułu grzecznościowego. Ale to akurat było oczywiste ... mało jest osób, które szanuje. Myślę, że mogłabym ich zliczyć na palcach u jednej ręki. Ale nawet jeżeli kogoś szanuje, jedyną osobą do której zwracam się z tytułem grzecznościowym jest Orihara-kun. Kiedyś zwrócił uwagę na szanowne "kun" i zapytał, czy uważam, że jesteśmy na jednakowym poziomie. Odpowiedziałam na to, że mówiąc "san" stwierdziłabym, że jest ponad mną, a "chan", byłby dla niego obelgą. Jednak jego uśmiech, gdy zdobył informacje na temat mojego podejścia do tytułów grzecznościowych i jego, jakby nie było wyróżnienie, sprawił mi dużą radość. Miałam wrażenie, że tylko z nim mogłam naprawdę dobrze się bawić. A ja bawić mogę się jedynie przesuwając pionki, w końcu lata nie pozwalają mi na spontaniczne gierki w plenerze.
- Cóż za nietakt z mojej strony - powiedziałam dyplomatycznie biorąc odpowiedzialność, za to uchybienie - jednak myślę, że moje informacje wynagradzają ci tą ujmę.- dodałam arogancko. W dalszym ciągu, nie miałam zamiaru się poniżać.- Czy chciałbyś usłyszeć tą wiadomość, czy mam ją zatrzymać dla siebie?- patrzył na mnie zastanawiając się przez chwile
- W porządku, chcę ją usłyszeć .
-" Spotkajmy się dzisiaj wieczorem. Masz mój numer, zadzwoń, by wybrać miejsce " - zacytowałam. Kącik jego ust podjechał lekko ku górze
- Dość pewna siebie - mruknął. Nie było żadnego liściku. Informacje są cenne, a przelewanie ich na papier bardzo często jest zgubne. Na takim poziomie, nie można pozwolić sobie na żaden błąd.
- To wszystko z moich usług Orihara- kun - powiedziałam beznamiętnie
- Jestem zobowiązany. Czy nie chciałaby Pani wznowić współpracy ze mną? Byłoby to niezwykle pomocne, zwłaszcza w zwróceniu przysługi- popatrzyłam na niego, zastanawiając się przez chwile. Orihara Izaya był skomplikowanym i niebezpiecznym człowiekiem.
Kąciki moich ust również uniosły się w lekkim uśmiechu. Ale właśnie to czyniło go tak interesującym
- Przystaje na twoją propozycję. Będziemy w kontakcie- uśmiechnął się na moją odpowiedź. Odchodząc zobaczyłam jak jego oczy lśnią jadowicie. Widocznie informacje były dla bruneta zapowiedzią dobrej zabawy. Dla innych zaś krwawej pożogi. 
Może powinnam poprzyglądać się seansowi z boku?


<<<*>>>


Patrzyłem za odchodzącą postacią. Dobre stosunki z Takedą-san stanowiły zapowiedź udanych interesów.  Uśmiech lekko zbladł na mojej twarzy.  Chwyciłem telefon prywatny obracając go kilka razy w dłoni,  by wykręcić dobrze znany numer
- Orihara Rinase -  usłyszałem suchy i beznamiętny, ale arogancki głos po drugiej stronie. Byłem pewien, że właśnie mrużyła oczy, planując śmierć idioty, który przerwał jej odpoczynek telefonem.
- To ja-  powiedziałem bez zbędnych czułości- wyjdź przed dom,  podjedzie po ciebie taksówka i  zawiezie na miejsce spotkania-  powiedziałem wypranym z emocji, tak niepodobnym do mnie głosem.  Nie uśmiechało mi się to spotkanie, ale uznałem, że przysługiwało jej chociaż to, po odebraniu dziewczynek.
- Rozumiem -  usłyszałem lekko drżący głos.  Jej postawa zmieniła się diametralnie. Arogancja rozpłynęła się jak wczorajsza mgła.

Nie musiałem czekać długo nim pod Russian Sushi pojawiła się taksówka, z której wysiada szczupła, czarno-włosa kobieta.  Na pierwszy rzut oka wyglądała na kobietę sukcesu.  Zgrabna o prostych i ciemnych, długich do bioder, włosach i schludnym, elitarnym ubraniu.  Zaśmiałem się gorzko w swoich myślach. A to przecież zwykła szmata.
- Wejdźmy do środka-  powiedziałem do niepewnie stojącej przede mną kobiety, prowadząc ją w stronę wejścia.
Usadowiliśmy się przy oknach wychodzących na ulicę.  Słońce oświetlało wnętrze nadając barowi osobliwego charakteru.
- Więc ~ o czym chciałaś ze mną porozmawiać?  Ahh i jeśli chodzi o pieniądze to nie dam ci ich-  powiedziałem patrząc na nią obojętnie, przyjmując na twarz lekko rozbawioną, ironiczną maskę.  Popatrzyła na mnie pogardliwie, gdy wspomniałem o pieniądzach. Więzy krwi dawały o sobie znać, a mój uśmiech lekko się poszerzył.
-Jak się mają dziewczynki...?-  próbowała udawać, że odpowiedź nie ma dla niej większego znaczenia, jednak w przeciwieństwie do mnie, jej aktorstwo było na poziomie Shizu-chana
-Nie masz prawa o to pytać, od kiedy zaprzepaściłaś cały mój wysiłek w stworzenie im, w miarę możliwości normalnego domu.-  powiedziałem chłodno, lecz zaraz uśmiechnąłem się wzruszając ramionami. I tak od początku miałem zamiar powiedzieć jej co i jak, ale kimże bym był, gdybym się najpierw nie podroczył?-  Znaj moją dobroć ~ Chodzą do szkoły i dobrze się odżywiają.-  popatrzyłem na nią uważnie -  radzą sobie doskonale bez ciebie.
- Mówiły coś o mnie? -  dopytywała lekko zdesperowana
- Nie-  gdy zobaczyłem jej minę na moją odpowiedź, postanowiłem się nad nią zlitować, za co jutro pewnie będę pluć sobie w brodę- Daga,  ne...  ( autorka: ale wiesz...)  to dość zrozumiałe, że nie mówią mi nic takiego.  Po pierwsze znaczyłoby to, że źle im u mnie i tęsknią za tobą, a po drugie JA NIGDY nie rozmawiam o żadnym z was -  powiedziałem dobitnie pokazując niewzruszenie całą sytuacją.  Nagle coś przykleiło się do okna.  Zamrugałem dwukrotnie, gdy zobaczyłem dociśnięty "przyklejony" nos Shizu-chana i jego palący wzrok utkwiony w moich oczach.  Gdy nabrał pewności, że to właśnie mnie przed sobą widzi,  gej źrenice rozszerzyły się w furii, a szyba pękła pod naporem jego pięści.
- Jeszcze Shizu-chana tu brakowało-  wzniosłem oczy ku niebu w niemej prośbie, by blondyn zgubił się po drodze z zewnątrz do baru.


<<<*>>>
Wyjaśnienia co do ostatniego wersu : otóż Shizu-chana będącego na zewnątrz,  od baru dzieliła jedynie szyba, przy której znajdował się stolik pary Orihara, tak więc prawdopodobieństwo zgubienia się po drodze jest łagodnie mówiąc znikome.  Taki specyficzny humorek, ale bez odpowiedniego wyobrażenia sobie tej sceny raczej go nie załapiemy...  ^^ ~ Rozdzialik dość krótki jak na mnie *zamyślona* chyba szybciej dodam następny, by zniwelować różnice.

sobota, 14 marca 2015

Rozdział II

- Więc powtórzcie wszystko jeszcze raz - powiedział brunet patrząc na dwie bliźniaczki pochłaniające płatki ze swoich misek
- Nie dotykać komputera - powiedziała cicho Kururi przeżuwając swoją porcję
- Nie myszkować po pokoju. Ta zasada pewnie ma drugie dno, Iza-nii trzyma tutaj coś nieprzyzwoitego?- Zakrzyknęła wesoło Mairu uśmiechając się sugestywnie i szturchając łokciem siedzącą obok siostrę, na co właściciel apartamentu wywrócił oczyma. Irytujące.
- Coś jeszcze?- zapytał wyczekując
- Nie mówić kim jesteśmy i zawsze mieć przy sobie telefon- powiedziała znowu Mairu
- Swoją drogą, ile one tu będą?- zapytała wchodząc do pokoju Namie niby od niechcenia zadając pytanie, jednak ciekawiła ją tożsamość przybyłych i zbywanie przez informatora wszelkich pytań. Gdyby wiedziała jakiego miała pecha, wchodząc dwie minuty później
- Jakiś czas- powiedział obojętnie informator, błądząc po pokoju nieobecnym wzrokiem i widocznie się nad czymś zastanawiając. 
- A kim są? - dopytywała dalej, nie przejmując się zasadniczym brakiem odpowiedzi. To oczywiste, że była ciekawa. Informator cenił sobie prywatność, a tu ni z tego, ni z owego dwie młode dziewczynki, które mają tu mieszkać.
- Namie-san sa.... Nie uważasz, że ta wiedza nie należy do twoich obowiązków?- zapytał brunet uśmiechając się z zamkniętymi oczami. Tak... jego nie łatwo wyprowadzić z równowagi, co najwyżej ta sytuacja była dla niego zabawna 
- I tak się dowiem- wzruszyła ramionami i wyszła. Patrzył za nią w dalszym ciągu rozbawiony, po czym odwrócił się przodem do dziewczynek 
 - Muszę zacząć prace....- zaczął -  mimo że teraz tutaj mieszkacie, musicie wiedzieć, że nie będę was niańczył- popatrzył na nie beznamiętnie. Raz udawał dobrego brata, innym razem zwyczajnie się w to nie bawił. Chciał powoli przyzwyczajać je do jego prawdziwej osobowości, zwłaszcza, że ich rola w przyszłości wymaga, żeby znały informatora właśnie od tej prawdziwej strony. - W waszych żyłach płynie ta sama krew, więc wam pomagam. Nie myślcie, że ma to jakiś głębszy sens. Nie robię też tego z dobroci serca, po prostu poczuwam się do obowiązku, rozumiecie swoją sytuacje? - zapytał chłodno. Oczywiście kłamał. Poczucie obowiązku? Ta sama krew? Dobre sobie. Po prostu trafiły mu się narzędzia z górnej półki i nie miał zamiaru ich tracić. Z drugiej strony ...Nienawidził tego ... te czerwone oczy, czarne włosy, te dwie siostry, one całe przypominały mu o wszystkim o czym nie chciał pamiętać. Dziewczynki patrzyły na niego kompletnie niezrażone. Nawet na chwile nie odłożyły łyżek, którymi jadły. To nie pierwszy raz, gdy Izaya zwracał się do nich w ten sposób. Ale co mogły zrobić? Kochały go. Miały tylko jego i nie obchodziło ich, z jakich powodów braciszek robił to co robił, czyli opiekował się nimi.
Izaya wyszedł zostawiając je same. Poniekąd mógł odgadnąć ich myśli, czyli przyzwyczajenie i zaakceptowanie faktów. Mógł też domyślić się kwestii przywiązania przez te dwie, do niego. Uniósł kącik ust w zadowoleniu.

- Braciszek nic się nie zmienił - powiedziała uśmiechnięta Mairu bawiąc się pozostałymi w miseczce płatkami 
- Aa, nani mo - skinęła na potwierdzenie Kururi podbierając jej łyżką płatki, którymi się bawiła .
- Chcesz stąd wyjść? Nie byłyśmy jeszcze w mieście, a Iza-nii nie zabronił nam się bawić na zewnątrz- powiedziała uradowana Mairu zeskakując z krzesła i ciągnąc bliźniaczkę za rękę do wyjścia . 
Czerwone ślepia bliźniaczek lustrowały ulicę. Podróżując już od dłuższego czasu, mijały ludzi i nawet nie spostrzegły się, gdy trafiły do następnej dzielnicy " Ikebukuro " . Mairu wskoczyła na murek idąc koło Kukuri i podskakując na nim, śmiała się w głos. Kururi zaś gapiła się na każdą mijaną po drodze osobę, kompletnie nie przejmując się tym, jak ludzie na nie patrzą. Kururi szła nie patrząc przed siebie, tak więc nie było niespodzianką, że po chwili na kogoś wpadła. Wywaliła się na pupe. Mairu zeskoczyła szybko z murku kucając zmartwiona przy bliźniaczce. Spojrzała oskarżycielsko na mężczyznę, na którego wpadły. Nosił chustę na głowie.
- Gomen, wszystko w porządku? - mówił skruszony podając rękę jednej z sióstr 
- Nie nie jest w porządku - powiedziała Mairu trzymając rękę w kieszeni na małym scyzoryku. Dostała go kiedyś od brata. Kururi złapała ją sugestywnie za kieszeń i spojrzała w oczy
- Daijobu - powiedziała lekko unosząc kąciki ust. Dotachin przyglądał się tej całej sytuacji nie mogąc oprzeć się wrażeniu, że te gesty i ruchy są mu bardzo dobrze znane 
- Mogę wam to wynagrodzić małe, idę na przyjęcie, więc jedzenie będzie za darmo - powiedział drapiąc się po głowie i uśmiechając nadal przepraszająco, ale i zachęcająco. W sumie to jedyne, co mógł zrobić jako rekompensatę za podarte spodenki na w-f dziewczyny.
- Skąd mamy wiedzieć, że nie chcesz nas uprowadzić 
- Cóż, nie wyglądacie na takie, co to by łatwo dały się uprowadzić. Gdybym chciał to zrobić, poszukałbym łatwego celu - wzruszył ramionami. Mairu uniosła kąciki ust i spojrzała na niego rozbawiona. Polubiła go i widziała, że Kururi też go lubi. Więcej powodów nie potrzebowała. W jednym momencie przestała być nieufna i na powrót stała się dziesięcioletnim dzieckiem. Zaczęła się śmiać i złapała siostrę za rękę
- Ikoo! - krzyknęła 
Shinra postanowił urządzić przyjęcie dla najbliższych przyjaciół, by dodać wiary Celty w jej zdolności kulinarne. Zaproszony tam Kadota przychodzący z dwiema dziewczynkami był niemałym zdziwieniem 
- T-tto twoje?! - krzyknął Shinra w wejściu - A ja myślałem, że to ja z Celty będziemy najszybsi! Ahh jak ja bym tego chciał... - zaczął wywód doktorek
Gdy tak zajęty uprzykrzaniem dupy Kadoty w wejściu oparł się o ścianę, dziewczynki przebiegły pod jego rękoma śmiejąc się. Nikt nie zwrócił szczególnej uwagi kiedy weszły, oprócz siedzącego dotąd spokojnie blondyna, który podniósł na nie znudzony oczy
- Klaun!- krzyknęła uradowana Mairu wskakując na kolana blondyna razem z siostrą. Shizuo zakrztusił się jedzeniem prawie pewny, że te dziewczynki mają w sobie coś ... co co ma pewna wkurwiająca gnida. Jakim cudem one również widziały w tym stroju "strój klauna"?!
- To strój barmana - powiedział spokojnie, spychając je z kolan 
- Heee tsumanai (Autorka: nudne...) - powiedziała wydymając policzki Mairu 
- Shizuo bądź milszy dla dzieci - powiedział Kadota wreszcie wchodząc do pokoju u boku doktorka
- Są z tobą? - powiedział ignorując jego uwagę. Kadota skinął głową. Shizuo ponownie spojrzał na dziewczynki. Cóz dzieci od zawsze się go bały i nigdy się nie zbliżały...
- Jesteś podobny do ulubionego aktora Kururi - powiedziała Mairu przyglądając się Shizuo, kiedy zdjął okulary wzdychając. Jego wzrok skierował się w stronę Mairu, a jego kąciki ust lekko zadrżały
- A jak nazywa się ten aktor?
- Hanejima Yuhei - powiedziała zgodnie z prawdą, wywołując już pełniejszy uśmiech na twarzy blondyna 
- Ty jesteś Kururi- chan - spojrzał na cichą dziewczynkę, która skinęła w odpowiedzi głową 
- A ty... - skierował pytanie do siostry 
- Mairu 
- Jesteście stąd? -zapytał luźno prowadząc rozmowę 
- Tak - powiedziała obojętnie Mairu, jednak jej zmysły się wyostrzyły. Shizuo nie zadawał więcej pytań. Właśnie to było w nim najlepsze. Był szczery i nigdy nie zadawał zbędnych pytań- myślał Kadota z ukrycia przysłuchując się rozmowie. Widać było, że siostry nie chcą opowiadać zbyt wiele o sobie. Kadota również rozumiał, że ludzie mają swoje życie i nie wtrącał się w nie. Heiwajima za to chciał tylko spokoju ...
- A ty ...?
-Shizuo ii - powiedział (autor: ii czyli wystarczy ,nwm jak to się pisze wiem jak mówi )
- A ty Shizuo-san , skąd jesteś? -zapytała. Informacja za informacje, to chyba jest uczciwe -pomyślała Mairu 
- Z Ikebukuro . 
Rozmowa toczyła się dalej, a przyjęcie rozkręciło się na dobre, kiedy nagle ktoś wpadł przez drzwi do pokoju .
Izaya wszedł do pokoju nie bawiąc się w uprzejmości. Był wściekły- cholernie wściekły. O ile wyprowadzenie go z równowagi graniczyło z cudem, teraz nastał właśnie owy cud. Shizuo już miał wstać, gdy zobaczył wyraz twarzy bruneta kierującego się prosto na Kadot . Przycisnął zszokowanego chłopaka do ściany przykładając mu nóż do gardła 
- Dotachin saa, jak myślisz ile razy w życiu zostałem wyprowadzony z równowagi - powiedział patrząc mu chłodno w oczy. Nie chciał tego pokazywać, ale zwyczajnie nie potrafił się opanować
- Iz...- zaczął nie wiedząc o co chodzi, ale brunet w odpowiedzi przycisnął nóż mocniej. Po szyi bruneta spłynęła krew. Shizuo warknął i ruszył przed siebie 
- Shizu-chan jeden krok i go zabije - powiedział lodowato informator nawet nie zerkając na blondyna. Pozostali nie mieli wątpliwości, że jego słowa były prawdziwe 
- Jeżeli znajdujesz czyjś towar na ulicy, to twoim zasranym obowiązkiem jest go dostarczyć, w szczególności jeśli należy do mnie. Trudno uwierzyć, że nie zorientowałeś się o co chodzi, więc zakładam, że zrobiłeś to specjalnie. Czy chcesz mieć mnie za wroga Dotachin? - ostatnie zdanie powiedział uśmiechając się przyjaźnie, na nowo odzyskując rezon. Tyle tylko, że uśmiech ten nie sięgnął jego oczu ...
- A swoją drogą Shinra, kiedy zamierzałeś mnie poinformować o przyjęciu - powiedział zwracając swoją uwagę w stronę Shinry puszczając Kadote. Shinra zaczął rozglądać się nerwowo po pokoju i podrygiwać . Uśmiechał się nerwowo 
- Izaya, ciebie miałem zaprosić na afterparty - powiedział uśmiechając się doktorek 
- Soka~! (Autorka: Ah tak~!)- powiedział brunet ciesząc się jak małe dziecko i robiąc piruet w stronę wyjścia 
- Dotachin czekam z utęsknieniem, przyjdź wieczorem z towarem~! - powiedział trochę dwuznacznie i pomachał uciekając przed goniącym go Shizusiem, który zdążył już otrząsnąć się z szoku. Informator nawet nie spojrzał w stronę bliźniaczek. Był profesjonalistą, nie ujawniłby informacji nawet przypadkowo. One zaś powinny się cieszyć, że również nie dopuściły do żadnego przecieku, w tamtej sytuacji.

<<*>>

- Więc... chcesz mi wmówić, że po tylu latach znajomości nie zorientowałeś się, że mogą mieć ze mną coś wspólnego - powiedział Izaya rozbawiony, kręcąc się na fotelu. To wszystko tylko pozory- był zły.
- Nie, szczerze mówiąc było w nich coś... już nie mówię o wyglądzie, ale zachowanie ... mimo wszystko nie byłem pewien, a na przyjęciu przecież nikomu nic by się nie stało. Nie wyglądały na takie co to powiedziałyby skąd są, więc odprowadzić też ich nie mogłem .. A ty, to ty, jeżeli mają coś z tobą wspólnego to znajdziesz je bez problemu, zwłaszcza u swoich znajomych, prawda? - powiedział wzruszając ramionami. Nawet nie wiedział jak podirytowany był informator. Pewnie w normalnej sytuacji owszem tak by było.
Izaya przestał kręcić się na fotelu i zeskoczył z niego podchodząc do Kadoty
- Masz rację ~W sumie nic takiego się nie stało, i tak jakoś specjalnie ich nie szukałem. Po prostu pomyślałem, że jako moje obecne zabawki szkoda, by było stracić je tak szybko 
- A so ... - powiedział obojętnie. Był przyzwyczajony do Orihary i współczuł dziewczynką, ale jednocześnie miał pewne wątpliwości... nie wierzył, by Izayi na czymś zależało, nie stop - on był pewien , że informatorowi nie zależało na niczym, ale w takim razie dlaczego tak się zdenerwował? Musiały być, albo bardzo ważne, albo bardzo cenne. A może były częścią jakiegoś zlecenia... Tak czy inaczej,  po tym jak informator poszedł z przyjęcia, dotarło do Kadoty, że po raz pierwszy w życiu brunet na prawdę był w stanie go zabić. Dlatego też zainteresowała go tożsamość bliźniaczek
- Więc, kim są te twoje obecne zabawki? Szukasz i szkolisz małych ninja, które wyglądają jak małe kopie ciebie? - powiedział patrząc na siedzące i zajęte sobą bliźniaczki. Zdecydowanie były podobne do niego, a ich zachowanie również miało w sobie coś niebezpiecznego. Ale mimo podobieństwa w oczach tego samego koloru i włosach podobnego odcieniu, wszystko inne było inne. Miękkie rysy twarzy i.. no kurcze- płeć.
- Hm? Interpretuj to jak chcesz i tak wszystkiego dowiesz się w swoim czasie, nawet ja nie jestem w stanie ukrywać wszystkich informacji przez cały czas, ale póki nie musisz nic wiedzieć, to lepiej dla ciebie. W końcu utrzymywanie informacji w sekrecie wiąże się z likwidowaniem jednostek , które wiedzą za dużo, daro?- powiedział uśmiechając się i przekrzywiając głowę na bok. Dotachin przewrócił oczami. Tak... cały Izaya
Gdy gość opuścił już apartament, brunet skierował się w stronę bliźniaczek. Natychmiast na niego spojrzały. Wiedziały -był zły . 
- Złamałyście którąkolwiek z zasad?- zapytał patrząc im głęboko w oczy. Skinęły głowami
- Które? - powiedział po części znając odpowiedź
- Nie miałyśmy telefonu - powiedziała Mairu patrząc w inną stronę. Braciszek był zły, a one przecież nie chciały .
- Coś jeszcze? - zapytał chłodno
- N-nie- powiedziała Mairu, a jej warga zadrżała, Kururi pokręciła głową razem z siostrą. Orihara westchnął słysząc chlipnięcie.  Cholernie trudno było mu dać im nauczkę, kiedy pokazywały że jest im przykro. Nie posiadał litości, ale i tak nie wiedział jak powinien się zachować w takiej sytuacji. Z jednej strony miał ochotę je zignorować i odejść do swojego pokoju, z drugiej to mogłoby się odbić na jego planie w związku z tymi dwiema.
- Nie jestem na was zły - powiedział w końcu - nie obchodzi mnie co robicie, macie mnie tylko informować. To problematyczne, ten facet może znów się tu pojawić. Nie jest głupi, a i sprytu mu nie brakuje - powiedział. Każdy wiedział o kogo chodziło. Orihara nigdy nie nazywał ich rodzicami i nie mówił im też po imieniu, uważał ich za kompletnie poniżej jakiegokolwiek poziomu, toteż dal niego nie zasługiwali nawet na imię, czy też, by je zapamiętać.
- Załatwiłem sprawę waszej szkoły. W końcu musicie do niej chodzić, nie ważne czy jesteście tu, czy tam . 
- Hai hai - westchnęły cierpiętniczo 
-Zaczynacie od jutra, a podręczniki są w waszej sypialni, swoją drogą jest ona skończona i z wielkim bólem w sercu mówię, że jest tam też plakat Yuheia, o który prosiłyście. Że też nie mogłyście wybrać kogoś innego- mruknął 
- Co z nim nie tak?- powiedziała Mairu 
-Mówi się, że lubi się kogoś za to kim jest. Cóż myślę, że działa to w obie strony. Nie lubię go właśnie za to KIM jest . ~ Chociaż i tak oczywiście kocham go jako część społeczeństwa - powiedział wzruszając ramionami, a siostry nawet nie próbowały zrozumieć, co brunet miał na myśli. Braciszek i ta jego logika ....
- Shinra to twój znajomy prawda? Dlaczego cię nie zaprosił? - Celowo nie użyła słowa przyjaciel wiedząc, że brat zacznie się wypierać
- Cóż myślę, że jest masochistą - uśmiechnął się w odpowiedzi z błyskiem w oku
 Dziewczynki biegiem ruszyły do swojego pokoju . A Orihara zaczął rozmyślać. Dlaczego  wpadł taki zdenerwowany do Shinry? Znał odpowiedź. To takie upokarzające. Właśnie to sprawiło, że się tak wściekł - całe to upokorzenie. Szukał ich latając jak głupi po Shinjuku i Ikebukuro. Kompletnie stracił zdolność logicznego myślenia. Kiedy on wchodził w grę, zawsze coś działo się nie tak. A Izaya jak ostatni idiota wpadł w panikę. Nawet nie pomyślał, by wykorzystać swoje znajomości. Jeden telefon i po sprawie. Zmarnował godzinę biegając w kółko, w okularach, nie zdjętych nawet po odejściu od komputera. Dopiero gdy dowiedział się od Simona gdzie były, poczuł się jak kompletny kretyn. One były bezpieczne, a on zrobił z siebie debila.


<<*>>

Następnego dnia Orihara załatwiał już wszystko z dyrektorką, a dziewczynki weszły do klasy na lekcję. Nikomu nie umknęło, że siostry weszły do szkoły z Oriharą, jednak cóż, to podstawówka, wiec nikt nie znał bruneta, toteż na przerwie siostry spotkały się z niemiłym chrztem bojowym. Jak na Orihare przystało, obie poradziły sobie bezproblemowo i uniknęły przy tym zawieszenia. Fakt faktem o mały włos.
- Shi-zu-o - powiedział w pozdrowieniu Simon 
- Yo - powiedział blondyn zatrzymując się przy nim, było rano, a on niedługo zaczynał pracę. 
- Nie wiesz może, czy wszystko w porządku z Izayą-kun?- zapytał, a blondyn usłyszawszy to imię jedynie mocniej zgniótł trzymanego papierosa. Ostatnio uciekł mu po tym jak gonili się po przyjęciu. Cholerna gnida. I choć jego imie lekko popsuło mu nastrój, był zaskoczony pytaniem Simona.
- Dlaczego pytasz?- wypuścił ostro dym z papierosa. Ciekawość zwyciężyła nad wkurwieniem.
- Wczo-raj zachowywał się dzi-wnie - powiedział łamanym japońskim - mó-wił, że szu-ka- zaczął Simon przeciągle, gdy nagle nożyk wbił się prosto w zestaw ulotek trzymanych przez ciemnoskórego 
- Oi Simon, nie powinieneś czasem zatrzymywać moich spraw dla siebie - powiedział rozbawiony brunet, choć w głębi duszy (której według wielu nie posiadał) był lekko podirytowany. Minuta później i miałby duży problem. W końcu Shizusia nie pozbędzie się tak łatwo 
- Izayaaa! - warknął- co ty do cholery znowu robisz w mojej dzielnicy?!- zaczął, a ludzie postanowili się zebrać się w większą grupkę, żeby popatrzeć z bezpiecznej odległości. Wszyscy ich znali. Cóż wszyscy.... z wyjątkiem faceta, który nie zauważając rumoru wpadł prosto na Orihare
- Jak leziesz, heee?!!- powiedział paker. Spojrzał na słabą sylwetkę Orihary i znajdując sobie "ofiarę" uśmiechnął się pewnie.
 -Nigete- (Autorka: uciekaj) ktoś szepnął z tłumu 
- Shindajo ... (Autorka: umrzesz)- powiedział ktoś inny 
Wysoki gościu popatrzył zadowolony na małego bruneta, pewien, że słowa skierowane są właśnie do niego. Błąd.  Izaya patrzył na niego zadzierając głowę do góry jak małe dziecko. Dobrze się przy tym bawił. Postanowił go zignorować. Dzięki temu idiocie jego irytacja minęła, więc kontynuowanie sprzeczki z Shizu-chanem zapowiadało się zabawnie~
- Shizu- chan powiedz m...- zaczął Izaya, gdy mu przerwano
- Ignorujesz mnie mały? - powiedział wkurzony facet, dalej uparcie stojąc przy Oriharze
- Masz jakiś problem do cholery?! Usero, jamada!- ( autorka:Spierdalaj, zawadzasz! ) warknął wyprowadzony już do końca z równowagi Shizuo. Kto to do cholery jest i dlaczego im przerywał?!
- Mały- powtórzył Orihara- Dlaczego mały .. -mówił sam do siebie będąc dość pewien swoich metr siedemdziesiąt pięć. W końcu to nie najgorszy wzrost jak na Japończyka. Więc doszedł do innego wniosku 
-Jestem całkiem pewien zawartości swoich spodni- powiedział na głos patrząc z zamyśleniem w dół. Shizuo przerwał zabijanie wzrokiem jego obecnego utrapienia, spojrzał na Orihare i prychnął
- Cóż patrząc na twoją budowę, ja mam wątpliwości - wybuchnął śmiechem patrząc na minę Orihary. Wyprowadzony z równowagi paker właśnie miał się zamachnąć, gdy usłyszeli głos dwóch bliźniaczek 
- Iza ...- nie dokończyła Mairu, gdy zobaczyła tłum ludzi, ale nie przestała biec wraz z siostrą, Biegły za nim już od dłuższego czasu, ale zmęczyły się i musiały przystanąć. Izaya nie wykonał żadnego ruchu jedynie spojrzał w ich stronę ostro. Zatrzymały się tuż przy pakerze
- Zapomniałeś czegoś podpisać- zamachała papierem od dyrektorki- bez tego nie możemy uczestniczyć w przyszłej lekcji- wyjaśniła 
- Shizuo-san - powiedziała uradowana spostrzegłszy blondyna. Izaya prawie nie zwymiotował usłyszawszy radość i owe "san". Zwrócił swój wzrok na blondyna, który również patrzył na niego zszokowany. A więc Orihara zna te dziewczynki? Czy to one były powodem wczorajszego wybuchu bruneta, który blondyn miał okazje obserwować, po raz pierwszy przez wszystkie te lata znajomości...? Bo jak inaczej wyjaśnić tak dziwny zbieg okoliczności. Cieszył się widokiem dziewczynek, polubił je, ale myślał, że raczej przyjęcie to ostatni raz kiedy się spotykają. Orihara starał się jakoś wybrnąć z sytuacji. Fakt iż blondyn wie o jakimkolwiek powiązaniu bliźniaczek z informatorem był zły. Paker próbując wykorzystać sytuację  zamachnął się znowu. Pech chciał, że tuż za nim stała Mairu. By wykonać pełen zamach z zamiarem uderzenia kogoś pięścią, trzeba najpierw cofnąć rękę. Jeszcze kilka sekund i dziewczynka dostanie łokciem w twarz. Wyraz twarzy Heiwajimy się zmienił. Był za daleko do cholery! Już był przygotowany na to, że dziewczynka oberwie, gdy zobaczył jak Orihara ją zasłania obrywając przy tym mocno w twarz. Uderzenie posłało go do tyłu. Shizuo patrzył na niego w osłupieniu. To nie było czymś normalnym, zdecydowanie nie było ! 
Orihara stał tak patrząc w ziemię w osłupieniu . Co się właśnie stało ? On go uderzył? Dlaczego? Przecież nic mu nie zrobił . Nie lubi go? Pytania przelatywały po głowie bruneta - pytania tak różnie i nielogiczne.
           Psyche...
                                        Psyche...
Psyche...  


Tak było od zawsze 



Był lepszy od nich wszystkich.



Jednak nawet on nie potrafił w wieku dziesięciu lat przeciwstawić się piątce dorosłym członkom gangu.



Idioci.

 Głupcy, nie zdający sobie sprawy z tego co robią...


Poniżali swojego boga i przyjdzie im za to zapłacić



Wtedy zawsze zjawiał się Psyche



Psyche to nie osoba. 



To stan, który pozwalał mu przekroczyć ostatnią granicę zdrowego rozsądku 


- Iza... - krzyknęła nie kończąc Mairu .Widząc jednak wzrok Orihary odskoczyła od niego jak oparzona. Wiedziała co to za wzrok. Widziała go kilka razy, gdy brat długo nie wracał do domu i szła go szukać. Kururi poszła w ślad Mairu, a Shizuo patrzył jak Izaya pusto wpatruje się w jeden punkt. Zero uśmiechu, żadnego komentarza, nawet złości, którą ostatnio miał okazję zobaczyć. Orihara podszedł do pakera, który patrzył na to wszystko zadowolony z siebie. Paker wyciągnął rękę w przód, by złapać Orihare za bluzę i podnieść do góry. Jednak jego ręka niczego nie chwyciła .
 Dlaczego...?
Może powodem był palec leżący pod stopami bruneta.  Krwawy odcięty palec leżący samotnie na szarym chodniku.
Nie było czasu na szok, a tłum już dawno uciekł w popłochu, został tylko Shizuo.
Izaya popatrzył na palec i podniósł go. Wyciągnął otwartą dłoń do przerażonego sprawcy zamieszania. Uśmiechnął się dziecinnie pokazując wszystkie białe ząbki 
- Masz, zgubiłeś - uśmiechał się przyjaźnie. Był pomocny, prawda, że był? Nie uzyskawszy żadnej reakcji z drugiej strony wydął policzki obrażony
- Tak nie można przecież nie będziesz chodził tylko z czterema palcami. To brzydkie .... skoro nie chcesz go wziąć to trzeba obciąć wszystkie~ - powiedział chwytając jego dłoń i błyskawicznie kończąc dzieło. Cztery krwawe palce spadły na chodnik, a Izaya tańczył w okół nich i śmiał się. Jego śmiechowi akompaniował tylko przerażony bełkot kaleki i krwawej pięści
Shizuo patrzył w osłupieniu. Nic nie robił, po prostu przyglądał się z nieodgadnionym wyrazem twarzy, próbując rozszyfrować bruneta. Do jego uszu doszedł dziecinny i słodki głosik Orihary pozbawiony jakichkolwiek podtekstów :
- Nie lubisz mnie? - zapytał przekrzywiając słodko głowę w bok i patrząc na niego smutnymi oczkami- Bo ty płaczesz, więc ci się nie podoba prawda? Ale ja chciałem, żeby ci się podobało .... Drugą zrobię lepiej- zapewnił dumny- na pewno ci się spodoba~ ! -zakrzyknął uradowany 
- P-pchło - zająkał się Shizuo. Może lepiej było to przerwać? Nie był przyzwyczajony do takich sytuacji, a taki Orihara był mu nieznany. Nie rozumiał co się dzieje, więc jedynie patrzył, ale tego już stanowczo za dużo . - Tu są dzieci do cholery! Co cię napadło!- warknął
- Dame Shizu-chan shyyy- Uciszył blondyna przykładając palec do ust i robiąc znak zamykania na kłódkę  i wyglądał.... tak cholernie słodko, że Shizuo przez chwile zapomniał języka w gębie. 
- Shizuo-san proszę go zostawić- powiedziała spokojnie Mairu - teraz nic się nie zrobi 
- Cholera ... Nie wyglądacie na zaskoczone - powiedział przenikliwie, ale o nic nie zapytał. Wyciągnął z kieszeni fajkę. Jeśli one się nie wtrącały, to on też nie zamierzał. Gdyby nie informator, sam w końcu rozprawiłby się z tym typkiem. Zaciągnął się papierosem oglądając całą sytuacje i pilnując, by bliźniaczki nie znalazły się w linii ognia
Po zakończeniu krwawej masakry Mairu odezwała się pierwsza 
- Czy to nadal psyche? - zaczęła 
- Nie, już nie - mruknął brunet spoglądając w niebo - Ne Shizu-chan, co teraz myślisz? - zapytał wpatrując się w blondyna
- Czy powinienem kupić nową paczkę papierosów- powiedział patrząc na zbiór petów pod nogami . Orihara wybuchnął śmiechem. Cały Shizu-chan, o nic nie pytał i akceptował wszystko co przyniósł los. A prawda była taka, że miał kompletnie w dupie to co się stało. To nie jego sprawa, a wszystko co tyczyło Izayi obchodziło go najmniej.
- Tak bardzo cię nienawidzę - powiedział Orihara na co siostry spojrzały zdziwione. Nie podejrzewały ich o takie relacje, zwłaszcza, że brat raczej nie miał kogoś kogo, by nienawidził. Patrzyły teraz wnikliwie na blondyna zastanawiając się, kim on tak właściwie jest, Nie wiedziały o nim zbyt wiele.
- Z wzajemnością - spojrzał na zegarek -przez ciebie jestem spóźniony, wynagradza mi to twój spuchnięty policzek, jesteśmy kwita - mruknął i odszedł .
Psyche to dziecinna i psychopatyczna część Orihary. Nazwał ją tak, bo to w końcu jego skłonności psychopatyczne.
- Że też ze wszystkich osób musiało się to stać przy Shizu-chanie .- mruknął patrząc na jasne niebo

<<*>>

Następnego dnia  opuchlizna bruneta już się zmniejszyła i doszedł do wniosku, że musi porozmawiać z Shizu-chanem .
Wykręcił numer blondyna. Odebrał po trzecim sygnale 
- Shizu-chan ~ 
- Skąd masz mój numer do cholery?!
- Musimy się spotkać, chcę z tobą porozmawiać 
- Mam to gdzieś! Nie dzwoń do mnie mendo! - już miał się rozłączyć
- Coś za coś - powiedział brunet 
- Huh? Czyli co niby z tego będę miał? 
- Informację oczywiście. Możesz pytać o co chcesz nie tylko odnośnie tematu naszej rozmowy, Dostępne informacje w sumie o wszystkim, wiesz w końcu, że jeśli ich poszukujesz, to ja mam ich najwięcej i są one pewne. Przez to są również drogie- dla ciebie będą za darmo, 
- Po co mi twoje zasrane informacje?!
- Oj przestań Shizu-chan na pewno jest coś o czym chciałbyś wiedzieć . Pomyśl na przykład o swoim bracie. Powiedziałem, że możesz pytać o wszystko, czyli też czy ktoś czegoś nie planuje w związku z nim, prawda? ~ - powiedział brunet śpiewnie
Chwila ciszy 
.
.
.
- Russian Sushi za pół godziny i rusz dupę mendo, spóźnisz się 5 minut i będą cię z podłogi skrobać- powiedział i się rozłączył 
- Oia oia, jak niegrzecznie - mruknął wpatrując się w ekran. Dziewczynki nie miały już problemu z dotarciem samemu do szkoły, więc o jeden problem mniej. Teraz ubranie .... w co by się tu ubrać. Bluza z futerkiem, bluza z futerkiem, czy może dla odmiany wyprana bluza z futerkiem? 

<<<***>>>

- Gomen Shizu-chan, zastanawiałem się w co się dla ciebie ubrać - tłumaczył się Orihara z półgodzinnego spóźnienia
- Huh?! Przecież masz to samo co zwykle!
- Jesteś jakiś zrzędliwy. Simon meliske dla Shizu-chana ! - zakrzyknął Orihara 
- Gadaj- powiedział bez zbędnych wstępów
- Z jakiegoś powodu nie jestem lubianą osobą...
-... Przyszedłeś mi się kurwa żalić?! Poza tym jeżeli to cię dziwi to może ogranicz namawianie do samobójstwa do jednego na  CAŁE ŻYCIE . 
- Daj mi skończyć- powiedział wywracając oczami- nie jestem lubiany i wiele osób chce mnie zabić. Nie obchodzą mnie za bardzo moje zabawki, ale nie po to się tyle trudziłem z załatwianiem wszystkich spraw, żeby mi tak szybko ginęły - wyjaśnił brunet obojętnie- To by była strata mojego czasu
- Możesz przejść do rzeczy? - powiedział wyjmując papierosa z kieszeni i odpalając go, na co Orihara zmarszczył nos
- No tak, muszę się sprężać, bo każda chwila przebywania z tym twoim świństwem przybliża mnie do zgonu i migreny - mruknął , co blondyn zignorował choć na słowo zgon jego kąciki ust lekko uniosły się ku górze, nie umknęło to uwadze informatora.
- Dlaczego to wczoraj zrobiłeś? -zapytał patrząc mu w oczy, ni z tego, ni z owego i zdjął okulary
- Co, Shizu-chan? Nie jestem telepatą, musisz składać zdania trochę bardziej zrozumiale niż " Kali chcieć jeść, kali chcieć pić ".- Meliska przyniesiona przez Simona nabyła pęknięć na szklance
- Chodzi mi o to jak zasłoniłeś Mairu-chan. To nie w twoim styl , nie poświęcasz się w taki sposób, już nie mówiąc o tym, że nie pozwalasz się uderzyć NIGDY jak gdyby miał być to koniec świata
- Widzę, że jesteście na ty - powiedział niby obojętnie informator jednak jego oczy zmrużyły się niebezpiecznie. Schodzili na niebezpieczny temat
- Nie lubię zepsutych zabawek - wzruszył ramionami, jak gdyby to było coś oczywistego. Nie chciał, by blondyn domyślił się, że są w jakikolwiek sposób ważne dla Izayi
- I dlatego tak się zdenerwowałeś na przyjęciu? To nie trzyma się kupy nawet dla mnie- powiedział dalej drążąc - wiesz, że nie możesz skłamać. To są INFORMACJE, które mi obiecałeś. Jeżeli podasz mi je błędne to będzie skazą na twojej dumie informatora
Brunet patrzył na niego dalej się uśmiechając, ale teraz już ironia przekroczyła granice zwykłego tonu. Stawał się złośliwy
- Stałeś się bardzo ciekawski dzisiaj, nie uważasz? Od kiedy to tak interesujesz się moim życiem prywatnym Shizu-chan?
- Od kiedy jesteś zakałą mojej dzielnicy. Zawsze coś knujesz- nie lubię tego.- powiedział. Ahahahaha? Shizu-chan czegoś nielubi ? Więc trzeba rozbić to częściej~ Postanowiłem wrócić do tematu
- A więc zgadzasz się? Nie rozpowiadać na prawo i lewo o tym, że mają ze mną cokolwiek wspólnego? To by było kłopotliwe... mnóstwo wrogów próbowałoby je wykorzystać myśląc, że są cenne. - zapytał Izaya
- Robię to dla nich mendo - powiedział niechętnie na potwierdzenie blondyn
-Co to było, to wczoraj? - zapytał Shizuo. Skoro mógł pytać o wszystko nie miał zamiaru udawać, że go to nie zaciekawiło
- Gdybyś kiedykolwiek potrafił mnie sprowokować to byś wiedział - powiedział kpiąco Orihara na co ex barman zacisnął pięści. Cholerna pchła ! 
- Odpowiedz!
- Tak wyglądam, gdy walczę na poważnie - wzruszył ramionami. To była jego ostateczność. Zabezpieczenie przed śmiercią, ponieważ on nie mógł zginąć. 
Blondyn popatrzył na niego przenikliwie. Izaya nie kłamał, a Shizuo doszedł do wniosku, że brunet nigdy nie walczył z nim używając całej swojej siły. To była prawda... jednakże dość naciągana. Informator pominął kilka faktów jak na przykład, że nie bez powodu nie lubił tego stanu i nie bez powodu starał się nigdy nie walczyć w ten sposób. Nie myślał wtedy logicznie. To była desperacka obrona. Skaza na psychice. Z pewnością nie jedyna u Izayi Orihary. 
- Więc nigdy tak na prawdę nie chciałeś mnie zabić? - zapytał zdzwiony blondyn dochodząc do swoich wniosków. W końcu Orihara nigdy nie walczył na poważnie, tak?
- Oi ciotto mate, nie zapędzaj się tak Shizu-chan. Jak dotąd po prostu się przed tobą broniłem, ale w obronie również mogłem cię zabić. To stan, w który wpadam na prawdę rzadko. Był to sposób na radzenie sobie z różnymi rzeczami w przeszłości- teraz go nie potrzebuje. Powoli zanika, a używanie tego jest dla mnie już prawie niemożliwe. Krótko mówiąc przez cały ten czas walczyłem, chcąc cię zabić i nigdy się nie powstrzymywałem.- monolog Izayi był dużym zaskoczeniem dla blondyna. Podał naprawdę dużo cennych informacji. To znaczy, że naprawdę w interesach można było na niego liczyć... Izaya nie skłamał do potworka. Nie miał powodu. Skoro to wszystko przeszłość, to po co zajmować tym sobie głowę? Przecież bestia i tak w żaden sposób tego nie wykorzysta.

- Czy ktoś planuje coś zrobić Kasuce ? - zapytał nagle blondyn
- Nie w tym miesiącu, ale tak owszem coś się ma dziać w następnym. Ale szczegóły nie są mi na razie znane. Wiem kto ma go dokonać, ale tobie i tak ta informacja nic nie da, w zamian za to mogę cię poinformować, że będzie to na premierze filmu " Nieznana Planeta ", przydałby się zdobyć bileciki ka na...(Autorka: może...) - uśmiechnął się perfidnie patrząc w złote oczy Shizuo
- Chcę się kontaktować z Mairu i Kururi - powiedział szczerze. Polubił dziewczynki i nie mógł zostawić ich w rękach informatora. Nie ufał mu, a Izayi coś za bardzo zależało... Miał wrażenie, że coś tu śmierdzi
- Shizu- chan to nie koncert życzeń, miały być INFORMACJE . 
- Przeszkadza ci to, że będę się z nimi widywał?- zignorował poprzednią wypowiedź informatora i patrzył obojętnie w czerwone ślepia
- To żywe istoty przecież nie zamknę ich w czterech ścianach - wzruszył ramionami na potwierdzenie. Może być ciekawe... Poobserwowałby Shizu-chana. To co zdziwiło informatora najbardziej to pytanie blondyna. Martwił się, że będzie to przeszkadzać jemu? O co chodzi? Czyżby stosunek Shizusia zmienił się do niego od wczoraj ? Co było tego powodem ?
- Shizu-chan czy mnie się zdaje, czy ty jesteś na jakiś prochach ?- zapytał przyglądając się spokojnemu ex barmanowi 
- Nie raczej nie - powiedział rozbawiony uśmiechając się całkiem ... szczerze. Shizuo jakoś nie potrafił wyrzucić z głowy obrazu słodkiego Orihary. Był jak ... nie on . Chciałby zobaczyć go takiego jeszcze raz ... STOP . Nie zdecydowanie nie chciałby ! O czym on myślał do cholery?!
Rozstali się, a każdy poszedł w swoją stronę - Shizuo walcząc z myślami, a Izaya analizując zachowanie Shizu-chana i jego obrzydliwie szczery śmiech- zmarszczył brwi. Wkurzył się, że wróg się przy nim nie pilnował, ale z drugiej strony Shizuś opuścił gardę... to dobry znak - kąciki ust informatora podjechały w górę w wyrazie kpiny

<<*>>
Co myślicie o narracji trzecioosobowej? Jest lepsza? A może pierwszoosobowa przypadła wam do gustu bardziej? A komentarzy wciąż nie widzę :(