Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Show must go on". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Show must go on". Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 października 2015

Rozdzial II

Informator rozejrzał się po (według doktora zwanego Shinrą) swoim apartamencie. Zewsząd do głosu dochodziła nowoczesność. Czarna skóra, ciemne meble i perfekcyjna dokładność budziła respekt przed właścicielem nieruchomości.
- Zabawne- powiedział przyglądając się rzeczom, których z całą pewnością nie powinien odczuwać jako obojętnych mu. A jednak takie były. Nie ważne jak bardzo chciał poczuć, przyglądając się każdej pojedynczej jednostce czuł jedynie... znudzenie. Nie wiedział jak inaczej to nazwać... bo przecież znudzenie to też jakaś emocja. Więc czy mógł stwierdzić, że jednak odczuwał jedną z nich? Nie wiedział. Przejechał palcem po nieskazitelnie czystej, szklanej półce na książki. Spojrzał sceptycznie na swój palec- ani grama kurzu. Co za ironia, był informatorem, a jedyna wiedza jaką teraz posiadał to domyślne stwierdzenie, że miał podwładną, która zajęła się sprzątaniem pod jego tygodniową nieobecność. Na domiar wszystkiego, w niewiadomy sposób, w to wszystko zamieszany był blond gość zwany Shizuo, z którym wyjątkowo brunet nie chciał mieć nic wspólnego. Ciarki przebiegły mu po plecach na samo wspomnienie gęstych, złotych oczu. Nie odczuwał strachu, jednak w całym swoim braku uczuć, mógł jedynie postrzegać niechęć względem tego osobnika. Do uszu informatora dotarł dźwięk dzwonka. Przez chwile zdezorientowany zastanawiał się, czy to rodzaj domofonu, telefon stacjonarny, czy też zwykły dzwonek do drzwi. Gdy po chwili usłyszał nieprzerwany ciąg uderzania w dzwonek zrozumiał, że dźwięk dobiega od drzwi wejściowych. Niespiesznym krokiem przy akompaniamencie  około dwudziestu kliknięć, dla zwykłych ludzi z pewnością irytującego dzwonka, brunet dotarł do drzwi. Nie tylko kule powodowały jego ociąganie. Zwyczajnie nie widział potrzeby w idiotycznym pędzeniu do drzwi. Nie sprawdzając w wizjerze, czy to przypadkiem nie zamachowiec ze spluwą, bez wahania otworzył drzwi. To nie tak, że stracił swoją podejrzliwość. Spodziewał się nawet najemnika z granatem- zwyczajnie go to nie interesowało. Zabije go? I co z tego? Gdy ciężkie drzwi uwolnione ze wszystkich zabezpieczeń otworzyły się, informator dalej patrzył niewzruszony na postać stojącą przed nim. Zaczął żałować, że nie zobaczył przed sobą jednak tego najemnika.
- Masz jakąś sprawę?- powiedział do zirytowanego blondyna wciąż uderzającego w dzwonek do drzwi, który swoją drogą nie nadawał się już do użytku. Brunet bez słowa otaksował to przelotnym spojrzeniem czerwonych oczu.
- Ha?! Mówiłem ci wczoraj, że ci pomogę!- niemal wypluł słowo "pomoc" patrząc w krwawe oczy Izayi, jakby zaraz miał je wydłubać. Blondyn gotował się na poczekaniu i prawdopodobnie, gdyby nie stan bruneta, już przepchałby się obok niego i dostał własnoręcznie do mieszkania.
- Nie przypominam sobie żebym się na to zgadzał- brunet już miał zamknąć drzwi, kiedy Shizuo zatrzymał je nogą i ręką. Wychylił się zza nich i spojrzał na bruneta z żyłką na skroni i niebezpiecznych uśmiechem
- Izaya-kuunn... radzę ci mnie wpuścić, zanim własnoręcznie zniszczę te drzwi.- wymruczał tuż obok ucha informatora. Nastała chwila ciszy, po której padły wyprane z emocji słowa informatora
- Byliśmy przyjaciółmi?- Czerwone oczy ze spokojem wpatrywał się w Shizuo oczekując odpowiedzi.
Eee... eeeeehhh???!!! Skąd on w ogóle wysunął takie wnioski?! Czy blondyn wyglądał jakby wpadł na herbatkę do cholery?!
- Uczepiłeś się mnie jak rzep psiego ogona, więc zakładam, że zwyczajnie byliśmy blisko- powiedział brunet nie otrzymując uprzednio odpowiedzi. Szkarłatne oczy wypatrywały uważnie reakcji ze strony blondyna. Shizuo nie był pewien jak powinien zripostować stwierdzenie informatora. Wczorajszego dnia wykluczył fakt jakoby wsza udawała zanik pamięci. Zdał się na instynkt i zaakceptował fakty- tak było zawsze, więc dlaczego tym razem miałoby być inaczej.
- Shizuo? - padło ze strony informatora ponaglenie. Shizuo dotąd wpatrujący się w dwie bliźniacze kule oparte o ciemną ścianę koło drzwi, zrozumiał że ten czeka na jego odpowiedź. Nieczęsto kłamał. Uważał to za zwyczajnie głupie, toteż nigdy bez potrzeby nie musiał ukrywać prawdy. Jednak jeżeli informator miał współpracować i odzyskać wspomnienia, lepiej żeby nie widział w nim wroga...
- Aa, byliśmy dobrymi przyjaciółmi już od liceum- kiwnął głową na potwierdzenie i skłamał gładko. Nie robił tego często, więc nie wiedział jaki będzie efekt. Z drugiej strony też nikt przez to nie oczekuje od niego kłamstwa. Informator przez chwile jeszcze wpatrywał się w ukryte za niebieskimi szkłami oczy Shizuo. Nie mogąc nic dostrzec zrezygnował i odsunął się na bok.
- Wejdź- powiedział niechętnie wpatrując się w blondyna. Ten nie pokazując po sobie zaskoczenia zaczął iść do przodu
- Ojamashimasu...- powiedział blondyn mijając bruneta. Ta sytuacja nie była normalna... Shizuo czuł się bardzo skrępowany i nie ważne jak bardzo chciał to ukryć miał koło siebie mistrza w odszyfrowywaniu ludzkich emocji.
Blondyn starał się jak mógł, by nie skakać wzrokiem po pomieszczeniu jak opętany, ale był tu pierwszy raz i zwyczajnie ciekawość zżerała go od środka.
Pierwsze co rzuciło mu się w oczy, to ciemna skórzana kanapa, do której prowadził go właśnie Izaya. Usiedli na przeciwko siebie. Shizuo wiercił się chwile na niewygodnej, trzeszczącej skórze. Wszystko w tym pomieszczeniu przytłaczało go i sprawiało, że czuł się niekomfortowo i był pewien, że właśnie taki był zamysł kleszcza, gdy ten urządzał sobie apartament. Cholerny manipulator- przemknęło przez myśl Shizuo, a jego wargi zadrżały z rozbawienia. Blondyn spojrzał w stronę pchły. W przeciwieństwie do niego, kleszcz nie czuł się ani trochę nieswojo. Duże pomieszczenie i zapach nowości nijak nie robiły na nim wrażenia. Shizuo jeszcze chwile mu się przypatrywał, gdy naszła go myśl-Nikt normalny nie mógłby poczuć się tutaj jak w domu. Fakt jednak, że informator do normalnych nie należał. Dawniej psychiczny, a teraz dodatkowo "maszyna do zabijania"- same z nim problemy. Spojrzał w kierunku tak niecodziennie pustych oczu właściciela apartamentu. Zdjął niebieskie okulary i odłożył na stolik. Robił wszystko, by tylko wydłużyć czas ciszy, bo zwyczajnie nie wiedział jak zacząć rozmowę. Od katuszy wybawił go sam sprawca męki Shizuo
- Więc przyszedłeś tu zakładam w celu towarzyskim...? - zaczął brunet starając się wyczuć Shizuo. Ten z początku nie rozumiejąc słów bruneta, przypomniał sobie o swoim małym kłamstwie
- Ah tak... dawno nie rozmawialiśmy. Więc... eto... ja-jak się czujesz po wypadku? - zaczął niezgrabnie sklepiając słowa. W efekcie powstało całkiem spójne zdanie- stwierdził sam do siebie. Brunet wpatrywał się w niego nieprzeniknionym wzrokiem. Cisza trwała jeszcze chwile nim ten łaskawie odwrócił natarczywe czerwone spojrzenie w stronę dużego okna z widokiem na Shinjuku i nie tylko- bo kto bogatemu zabroni.
- Nie wiem jak zazwyczaj wyglądały nasze relacje i w jaki sposób z tobą rozmawiałem. Mam nadzieje, że to rozumiesz... nawet jeżeli wcześniej byliśmy przyjaciółmi, teraz nic dla mnie nie znaczysz- powiedział wracając spojrzeniem w stronę złotych oczu. I tyle kurwa z mojego wysiłku stworzenia iluzji "przyjacielskiej atmosfery". Czy ta pchla nie potrafi zwyczajnie się zamknąć i współpracować?! Wystarczyłoby odpowiedzieć "Już dobrze, dzięki"...
- Nee... Shizuo? Chcę coś sprawdzić, mogę?- powiedział brunet mrużąc czerwone ślepia.  W gruncie rzeczy nie musiał pytać. Ale samo pytanie również miało cel. Blondyn zesztywniał wpatrując się w podnoszącego się z kanapy Izaye. Zwinnym ruchem mijając oparte o kanapę kule, usiadł tuż obok złotookiego. Obrzydzenie wstrząsnęło całym ciałem Shizuo. Chociaż nie czuł tego smrodu sam fakt, że ten kleszcz siedzi tuż przy nim sprawiał, że miał ochotę wrzeszczeć! Ledwo powstrzymując się od zepchnięcia pchły z kanapy, blondyn sztywno siedział dalej w miejscu
- Skłamałeś na temat naszych relacji, prawda?- blondyn usłyszał głos Izayi tuż przy swoim uchu. Wzdrygnął się i odwrócił gwałtownie w jego stronę. To był błąd. Z miejsca napotkał szkarłatne, nieludzkie oczy przytrzymujące jego wzrok w miejscu.
- Co masz na myśli- powiedział blondyn przełykając ślinę. Czerwone oczy dalej wpatrywały się w blondyna, a grobowa cisza wisiała nad blondynem niczym kat. Brunet wiedział co robi. Podejrzewał, że to nie pierwszy raz, gdy był w takiej sytuacji, a cisza była na jego korzyść. Wiedział, że była gorsza niż jakiekolwiek słowa. Blondyn niespokojnie poruszył się na kanapie.
- Więc... zacznijmy od twojej reakcji na wypowiadane przeze mnie twoje imię. Robiłem to w inny sposób, prawda? Twoja reakcja jest bardzo nienaturalna...- zaczął od czegoś lżejszego żeby od razu nie spłoszyć blondyna. Shizuo przestał się wiercić i spojrzał wprost w czerwone ślepia informatora. Na jego skroni pojawiła się żyłka
- Haa?! Nazywam się Heiwajima Shizuo i nie ma innego sposobu, by się do mnie zwracać- warknął rozdrażniony, a w informatorze zabłysł zalążek zaskoczenia. Tak mały, że stłamsić go można było czymkolwiek, jednak dla niego samego nie odczuwającego żadnych emocji to było... naprawdę coś. Nie spodziewał się takiej reakcji ze strony blondyna. Myślał, że zaczął łagodnie natomiast okazuje się, że blondyn... jest jakiś inny. Izaya zmarszczył brwi wpatrując się w przeciwległą ścianę.
- Zakończmy na razie ten temat- powiedział ugodowo brunet wiedząc, że nie odpuści, ale teraz nie była najodpowiedniejsza pora na dopytywanie. Najpierw musi odkryć jakieś słabości blondyna.- Wspominałeś, że byłeś zamieszany w wypadek, któremu zawdzięczam to- skinął w stronę dwóch kul, za pomocą których obecnie musiał się poruszać, co było swoją drogą strasznie uciążliwe. Blondyn przez chwilę milczał zastanawiając się jak na to odpowiedzieć.
- Jeśli chodzi o twoją nogę, to nie mam pojęcia co się stało - wzruszył obojętnie ramionami a jego ręka odruchowo poleciała do kieszeni, w której schowane były papierosy, jednak gdy zobaczył ostry wzrok bruneta, stwierdził że później jeszcze przedyskutują kwestię nikotyny. Parszywy kleszcz... nawet papierosa nie da mu w spokoju zapalić. - Masz dużo wrogów i jesteś dupkiem, chyba więcej nie potrzeba, by dostać w mordę- uśmiechnął się sceptycznie przypominając sobie jak z informatora ulatywało życie. Tak, myślał że naprawdę go zabił. Ścisnął dłoń w pięść. Gdyby tylko nie ta cholerna kulka w nodze!
-  Wyglądasz jakbyś dobrze się bawił- mruknął wpatrując się w blondyna.
- Wiesz, może się przyjaźniliśmy, ale należało ci się- powiedział ostrożnie dobierając słowa
- Hmm... dlatego też postanowiłeś połamać mi żebra przyjacielu- uniósł arogancko kącik ust. Shizuo zamrugał kilka razy powiekami. Przez moment miał wrażenie, że widział dawnego Izayę i gdyby nie pustka w krwawych oczach, to mógłby sądzić, że rzeczywiście manipulator jest na powrót wśród nich.
- Nie postanowiłem ci połamać żeber ...- zaczął Shizuo starając się na poczekaniu wymyślić jakąś spójną wersję wydarzeń
- Ah... więc przypadkiem się połamały - powiedział brunet dalej wpatrując się w blondyna, opierając policzek o wspartą na łokciu rękę. Wyglądał jakby dobrze bawił się tą sytuacją. Ale Shizuo wiedział, że wcale tak nie było. To było tak sztuczne, że aż haniebne dla tak dobrego kłamcy jak Orihara. Jeżeli nie zdołał oszukać nawet łatwowiernego Shizuo, to kto by się nabrał?
- To był wypadek. Ty to... lubiłeś- powiedział szybko Shizuo i dopiero gdy policzek informatora zleciał z ręki a on twarzą uderzył w szklany stół zorientował się jakie znaczenia miały jego słowa. Brunet jeszcze chwile mrugał oszołomiony i spojrzał na blondyna jakby ten miał gówno na głowię.
- Chyba nie zrozumiałem tego poprawnie...- zaczął ostrożnie Izaya odwracając wzrok od blondyna. Teraz przyszła pora na Shizuo, by zamrugać powiekami z zaskoczenia. Czy informator się speszył? Zawstydził? Onieśmielił? Co to było i dlaczego dopiero teraz zauważył tak... dziwnie pociągającą stronę informatora? Ta... pociągającą jak rzadkie gówno- zamknij się Shizuo i odpowiedz mu jakoś ...- zaczął łajać się w myślach. Żadna strona tego kleszcza nie była pociągająca. Był obrzydliwy. Za każdym razem, gdy Shizuo słyszał o tym co znowu zrobiła ta wsza miał ochotę najpierw go zabić a później zwymiotować na jego zwłoki. Pamiętał jak podczas bijatyki złapał go przez przypadek za rękę. Gdy wrócił do domu przypalił sobie dłoń zapalniczką, by zmyć stęchliznę i pamięć, że dotykał czegoś czego normalnie kijem, by nie tknął.  Nienawidził go...
- Nie ważne... chcesz słuchać o swoich dziwnych zboczeniach, czy o tym jaki byłeś dawniej?- powiedział rozdrażniony blondyn. Brak nikotyny i zbyt długie przebywanie z pchłą robiła swoje. Dodatkowo ten dalej siedział tak blisko niego. Jeszcze chwila i blondyn wypierdoli go razem z kanapą za okno.
- Czy możesz dać mi trochę przestrzeni?!- warknął na niego wyprowadzony do reszty z równowagi. To wszystko tak go wkurwiało! Po co w ogóle to wszystko. Chciał pomóc wszy przywrócić wspomnienia, by nie mieć wyrzutów sumienia, że to z jego winy jakiś pierwszy lepszy idiota go zabije, bo Izaya niczego nie pamięta. A gdy pchła sobie przypomni to go od razu kurwa zabije! Szybko, łatwo. Warto się trochę teraz poświęcić... tylko kurwa potrzebuje zapalić!
- Przyjdź jutro, Shizuo... siedzimy tu od trzech godzin i nie posunęliśmy się ani trochę na przód. Myślę, że obojgu nam będzie łatwiej porozmawiać kiedy indziej. - brunet najwyraźniej w dalszym ciągu zdezorientowany po usłyszeniu o swoich "zboczeniach" postanowił wszystko sobie przemyśleć, choć nie chcę się do tego przyznać. Dla Shizuo lepiej. Wyszedł i tyle go widzieli. A niech ta pchła spróbuje mu jutro nie otworzyć!




piątek, 9 października 2015

Rozdzial I

Rana nie była głęboka. Nowicjuszowski strzał w nogę- nic takiego. Informator mimo przerażającego bólu i poważnego (świetnie zamaskowanego jak zwykle) wkurwienia odwiązywał kneblujące go węzły. Oprawca od siedmiu boleści uciekł myśląc, że informator nie żyje. Faktem jest, że łysa pała (tak postanowił nazywać go brunet) nie wiedział, że osoba, którą miał za zadanie zabić to właśnie TEN informator Orihara Izaya. Czerwonooki obiecał sobie przyszykować dla niego życie gorsze od samej śmierci. Kulejąc na nogę, manipulator opuścił magazyn w stanie ciężkim. Problem tragiczny pojawił się kilka kroków później.
-Izayaaaaaa!- głos bestii Ikebukuro zawibrował w uszach bruneta powodując uwolnienie adrenaliny. Zahamowała ona nieco agonie jaką powodowała prawa noga   
-Shizu-chan...? - popatrzył na blondyna przez chwile przyglądając mu się uważnie. Już nawet nie obchodziło go skąd blondyn wziął się na tym zadupiu Ikebukuro... Zwyczajnie zrozumiał swoją sytuację i zaniósł się histerycznym śmiechem.
- Co za mało śmieszny żart...- powiedział informator próbując się przy tym nie krzywić z jednostajnego, tępego bólu dokuczającego jego nodze. Że też ze wszystkich ludzi to akurat Shizu-chan musiał się napatoczyć... A może to właśnie dlatego, że nie jest człowiekiem? Potwierdzenie genów potwora odnalazło się w jego następnych słowach  
-Przyszedłem za zapachem- powiedział blondyn jak gdyby nigdy nic i rzucił przywleczonym ze sobą rozlatującym się śmietnikiem z głośnym warknięciem. Jakie zdziwienie ogarnęło bestię, gdy informator jedynie uśmiechnął się prowokacyjnie i oberwał ogromną maszyną, która wgniotła go w ziemie. Nawet nie próbował tego uniknąć.... Nie ruszył się ani na krok... Czy tą wsze pogrzało? Z drugiej strony, czy to ważne? Martwa pchła, to dobra pchła. Teraz tylko upewnić się, czy nie trzeba dobić tego śmiecia- przecież to nieśmiertelne jest. Nie ważne ile razy wyrzucisz zawsze wróci z recyklingiem.

Wiedział- to było nieuniknione. Obserwował wypuszczoną z rąk potwora ogromną bryłę, zbliżającą się z ogromną prędkością. Normalnie czas na chwile zatrzymywał się tylko dla nich i przy pomocy adrenaliny informator unikał maszyny śmiejąc się bezczelnie do warczącej paszczy bestii. Szkoda, że tym razem nie potrafił. I gdy przyszedł moment, w którym czas zatrzymał się ponownie, on jedynie uśmiechnął się ostatni raz. O ile informator zwykł myśleć o sobie jako o kimś samowystarczalnym- osobie która poradzi sobie w grze przez siebie obmyślonej, o tyle zgubiły go własne zasady. Przykro mi Izaya- pomyślał- Show must go on  

  Kilka dni później   
   
Chat  
 >Setton dołączył do konwersacji  
 Tanaka Taro: Ohaio Setton-san 
 Saika: Ohaio...   
 Bakyura: Doberek !  
 Tanaka Taro: Wracając do rozmowy. Czy nie wydaje wam się, że  
ostatnio Kanra rzadko wchodzi na chat?  
 Saika: Skoro już o tym mówisz, to możesz mieć racje... Ale każdy ma swoje powody, prawda?  
 Bakyura: Może nie żyje?! Ahh nadzieja matką głupich!!  
 >PV   
 Tanaka Taro: Celty-san?  
 Setton: Mikado? Coś się stało? To niespodziewane żebyś chciał pisać w rozmowie prywatnej  
 Tanaka Taro: Mam pewne … problemy i potrzebuje skontaktować się z Oriharą-san, czy wiesz może coś na temat tego dlaczego nie ma z nim żadnej łączności?  
 Setton: … Przykro mi Mikado, ale nie mam pojęcia  

 Żegnając się z czatu bezgłowa kobieta odeszła od komputera i przeszła do gabinetu Shinry. Spojrzała na siedzącego przy pacjencie współlokatora. Oczy skryte za szkłami okularów, a twarz nieodgadniona- to właśnie zastała już u progu. Przykro mi Mikado, okłamałam cię - przeszło przez myśl dziewczynie. Brunet leżał już u nich tydzień. Uszkodzenia były poważne... postrzał, dwa żebra złamane i uraz głowy. Nie znała szczegółów, ale przyniósł go tu nikt inny jak Shizuo, więc nie pytała. Shinra powiedział, że powrót do przytomności powinien nastąpić lada chwila, a jeżeli nie … cóż wtedy można by stwierdzić, że uraz głowy jest poważniejszy niż zakładano.  


  Tego samego dnia wieczorem  

 Jedno czerwone oko zostało rozchylone. Gdy zaczęło się przyzwyczajać do sztucznego światła, mrugając, w jego ślad poszło też drugie oko.  
-Izaya?- powiedział okularnik siedzący dotąd na krześle obok łóżka rannego. Czerwone oczy zmrużyły się w nieufności, gdy zobaczył w pomieszczeniu kogoś jeszcze. Ubrany w biały kitel doktor przyglądał mu się, jak gdyby chciał go przytulić. Jednak, gdy owy zamiar miał być wprowadzony w życie, szkarłatne oczy informatora ostro zatrzymały  go w miejscu. Doktor stał tak chwile zmrożony, gdy informator w końcu postanowił podnieść się do siadu  
-Czy coś się stało? Jesteś zły?- zaczął doktor starając się udawać nieurażonego i uśmiechniętego, choć słabo mu to wychodziło. W tym właśnie momencie Celty weszła do pokoju. Czarna postać w kasku- tyle wystarczyło, by nieufność bruneta przerodziła się w jawną wrogość. Wyrywając wszystkie kable wstał z niemałym trudem i łapiąc za pierwsze co znalazło się pod ręką-mały nożyk położony na szafce nocnej- wycelował go w dwie podejrzane osoby. Nie czuł strachu... szczerze mówiąc nie czuł nic.  
-Kim jesteście?- chłód wypełnij pomieszczenie, gdy jego słowa rozdarły ciszę. Czerwone oczy bacznie obserwowały nieznajomych intruzów. Jeden odziany w zabójczą czerń, zaś drugi w  trupio białym lekarskim kitlu, jak gdyby miał zamiar przeprowadzać jakąś nielegalną operacje. Atmosfera jak z psychiatryka- pomyślał szkarłatnooki  
-Izaya, czy ty... niczego nie pamiętasz ? - brunet przyglądał się zszokowanej twarzy doktora i mimo, że nie potrafił mu zaufać, to jakby się nad tym głębiej zastanowić, rzeczywiście nie pamięta zupełnie nic. I było coś co przeszkadzało mu dodatkowo bardziej... irytujące uczucie pustki. Patrzył na tych ludzi i nie czuł nic. Czy to dlatego, że ich nie znał ? Przypisane do nich uczucia gdzieś zniknęły? Cóż... ale nawet przy nieznajomych odczuwasz... coś. Pierwsze wrażenie wynikające z pierwszych sekund znajomości...  
-Chwilowa utrata pamięci – powiedział nagle lekarz - w każdym razie tak chciałbym sądzić, ale sprawa jest dużo poważniejsza... Masz uraz głowy możliwe, że utrata pamięci jest krótkotrwała lub niestety uszkodzona została część w mózgu odpowiadająca za pamięć długotrwałą. Jeżeli tak się stało to prawdopodobieństwo na odzyskanie przez ciebie pamięci jest niemal zerowe. Celty korzystając z chwili wymknęła się z pokoju zostawiając nastawionego na killmode Izaye i biednego Shinre. Miała nadzieje, że Izaya nie zabije Shinry podczas jej nieobecności, a miała wrażenie, że teraz bardziej niż kiedykolwiek jest do tego zdolny. Nie z nudów, czy dla zabawy jak to miał w zwyczaju informator. Teraz może zabić bez skrupułów i niestety bez powodu. Dlatego też musiała się spieszyć i WŁAŚNIE z tego powodu musiała wyjść.  
Bez zbędnych przeszkód dotarła do parku, czyli tam gdzie zazwyczaj spotykała Shizuo o tej porze.   
-Yo Celty- gdy podjechała do niego, blondyn wypuścił dym z płuc i uniósł rękę w geście powitania.   
-"Shizuo...chodzi o Izaye"- napisała na swoim ipodzie i podłożyła przed oczy blondyna. Nie uległa jej  uwadze żyłka, która pojawiła się wraz z przeczytanym imieniem informatora.  
-Co z nim? - niemal wypluł te słowa . Widać było jego próby uspokojenia się jednak plugastwo tego imienia rozprzestrzeniało się po ciele Shizuo powodując obrzydzenie. Kobieta pokazała mu kolejną wiadomość   
-"Wiesz... okazało się, że wypadek, spowodował utratę pamięci. Efekt może być krótkotrwały lub w najgorszym wypadku nieuleczalny"- Blondyn coraz bardziej wkurwiony czytaną wiadomością zgniótł trzymaną w ręku fajkę  
-Ta cholerna wsza blefuje, przecież to jest kurwa oczywiste!- czuł na sobie wzrok dullahana i w następnej chwili przeczytał słowa, które zaprowadziły go w miejsce, gdzie obecnie stoi- " Więc idź i sam się przekonaj"  


  Shinra dotąd nie zdawał sobie sprawy z tego jak ograniczone jest zaufanie bruneta. Ograniczone? Ba, jego wcale nie ma! Ale to nie to martwiło go w tym momencie najbardziej … To co miał przed sobą, z pewnością nie można było nazwać człowiekiem. Mimo, że udało mu się posadzić go na kanapie w salonie, a od przebudzenia informatora minęła godzina, brunet wciąż miał to puste spojrzenie.  
-Zapytam jeszcze raz Izaya-kun, czy może coś pamiętasz? Dzieciństwo, podstawowe dane albo jakąś....traumę ? - tak trauma po części tłumaczyłaby to co widział właśnie przed sobą. Śmiech doktora zabrzmiał w jego własnych myślach - kogo ty chcesz oszukać. Nic nie wytłumaczy tego co siedziało właśnie koło niego. Shinra nie należał do mocarzy, ale nie należał też nigdy do strachliwych. Nie jedno w życiu widział i nie miał oporów, by w dzieciństwie rozpłatać brzuch kobiecie bez głowy. Dlatego też myślał, że nie spotka już w życiu czegoś co potrafiłoby go prawdziwie przerazić. Jednak na ten moment czuł zimne dreszcze na plecach i słyszał mocne bicie swojego serca. Wpatrywał się w informatora z napięciem i obserwował jego najmniejszych reakcji, jak gdyby w każdej minucie mógł wysadzić się w powietrze. 

 Shizuo wszedł z Celty do mieszkania i skierował się za dziewczyną prosto do salonu. Ogarnął wzrokiem pomieszczenie.Te same jasne meble, ten sam beżowy kolor ścian i ta sama przytulna atmosfera. Nic szczególnego się nie zmieniło. Zobaczył siedzącego, spiętego Shinre, a obok niego czarnowłosą postać . Podszedł bliżej, by przyjrzeć się stanie bruneta. Jednak to nie rany przykuły jego uwagę... 
Nic nie śmierdziało. 
Nawet gdyby kleszcz rzeczywiście stracił pamięć, czy nawet zmienił ubrania to przecież zapach powinien być w dalszym ciągu wyczuwalny...Jakby na to nie spojrzeć nie czuł żadnego smrodu. Skierował wzrok w stronę bruneta, a jego serce zaczęło bić szybciej. Coś w nim krzyczało "uciekaj!", ale jego nogi stały dalej. Kruczoczarne włosy spływały gładko na twarz, a tuż pod nimi znajdywały się puste krwawe oczy, które im dłużej się na nie patrzyło, tym bardziej bezdenne się wydawały. Żaden uśmiech nie zdobił tak przywykłych do kpin bladych ust informatora. Ani jedno słowo przywitania, bądź szyderstwa nie zabrzmiało w czterech ścianach pokoju. Brunet dotąd niezainteresowany otoczeniem, ze spojrzeniem utkwionym w przestrzeni, teraz podniósł wzrok i spojrzał prosto w oczy blondyna. Coś w złotookim zainteresowało małą czarnowłosą bestię. Płynnym ruchem podniósł się z kanapy i stanął tuż naprzeciwko Shizuo. Jego ruchy były nieuchwytne i tajemnicze. Czy on naprawdę oberwał kulką w nogę? Shinra w tym samym czasie wstrzymał oddech. Patrzyli sobie w oczy. Bezdenny szkarłat mieszał się z dzikim złotem, jak gdyby mogli porozumieć się przez sam wzrok. Ich myśli przenikały się...Tak jak wilk pozna członka swojej watahy jedynie go obwąchując, tak oni rozpoznali w sobie znajomą bestie. Jedna z bestii była pierwotniakiem, więc niestety musiała przerwać zaistniałą ciszę... 
-Oi Pchło - warknął Shizuo ignorując falę dreszczy jaka go przeszła- przestań się zgrywać i weź się w garść- Jego wyzwanie nie spotkało się z żadną odpowiedzią ze strony informatora. Ten jakby słowa blondyna rozpłynęły się w powietrzu, dalej patrzył w oczy blondyna, jak gdyby mógł dokładnie zobaczyć jego dusze.  
-Shizuo myślę, że nie powinieneś...- zaczął Shinra lecz nie dane mu było skończyć  
-Shizuo- powtórzył jak echo informator patrząc na bestię Ikebukuro- Powinieneś wyjść Shizuo. W każdym razie dopóki ja tutaj jestem. Przebywanie w jednym pomieszczeniu nie wyjdzie nam na dobre - powiedział pustym, obojętnym głosem brunet. Nawet ton jego głosu był zupełnie inny niż zawsze... I gdzie się podziało to głupkowate "Shizu-chan" i KURWA przepraszam, ale czy on właśnie go wyrzuca? Shizuo zdenerwowany do granic możliwości chwycił informatora za czarną bluzkę i nie bacząc na leżące przy łóżku kule i stan bruneta przycisnął go do beżowej ściany  
-Nie waż się tak do mnie mówić wszo. Sam zdecyduje kiedy wyjść i z pewnością nie zamierzam robić tego teraz.- wysyczał mu do ucha. Zazwyczaj spotkałoby się to z lekkim zdziwieniem lub wyśmianiem, ewentualnie prowokacją, teraz jednak tak nie było. Puste oczy patrzyły tępo w twarz blondyna tak jakby...nie bał się o to co dla Izayi było najcenniejsze. - Oi... czy tobie nie zależy już na życiu?- wymsknęło się blondynowi zanim pomyślał. Jednak z jakiegoś powodu nie cofnąłby tych słów. Chciał znać odpowiedź. Mimo, że spodziewał się usłyszeć zwykłe Izayowate " A byłbyś w stanie mnie choćby drasnąć Shizu-chan?", to owe słowa nie opuściły ust bruneta.  Rubinowe oczy informatora spojrzały wprost w oczy blondyna. Jego głowa lekko przekrzywiła się na bok, następnie spojrzał na niego jak dziecko, które nie rozumie dlaczego zrobiło coś źle .   
-A dlaczego miałoby ?  
-"Dlaczego miałoby" mówisz…? To chyba oczywiste- powiedział blondyn próbując siłą samego spojrzenia pokazać brunetowi, że "tak po prostu jest".   
-Czy wiesz dlaczego "Shinra"- zrobił przystanek by zaakcentować jego imię- tak bardzo się mnie boi? Ja się domyślam. - powiedział brunet po raz pierwszy uśmiechając się sarkastycznie dzisiejszego dnia.   
-O czym ty mówisz ?- powiedział Shizuo nie rozumiejąc  
-On nic nie czuje Shizuo –powiedział głucho Shinra, a przestrzeń wokół zgęstniała. Głos doktora odbił się od ścian i zawłaszczył sobie echo potęgujące znaczenie jego słów. Blondyn zmarszczył brwi nie rozumiejąc, ale zanim zdążył zadać pytanie, Shinra zaczął mówić dalej – Nie posiada żadnych ludzkich uczuć. Nie ma też sumienia, nie rozumie dlaczego miałby kogoś nie zabijać. Nie posiada podstawowych instynktów. Jest uruchomioną maszyną do zabijania.- Shizuo jeszcze chwile trawił informacje. Przecież to niemożliwe żeby nie czuć... niczego. Każdy czuje, więc dlaczego...  
-Nie pytaj, ponieważ nie pamiętam kompletnie niczego. Zakładam jednak, że się taki urodziłem.- odpowiedział na niezadane pytanie brunet. Złote oczy spojrzały na niego instynktownie. Jednak Izaya dalej był Izayą. Potrafił doskonale przewidzieć, co siedzi komuś w głowie i jakie podejmie działania. Tylko, że jak dotąd nigdy nie mógł przewidzieć działań Shizuo... Czy to możliwe, że pchła upodabniając się do "bestii" którą nazywał blondyna zaczął lepiej go rozumieć?  Nie otrzymał odpowiedzi na to pytanie, a pojawiło się kolejne  
-Czy to z powodu wypadku nagle stałeś się taki...?- powiedział niepewnie blondyn mając na myśli pustkę w oczach pchły. Wcześniej mimo takiej samej sytuacji przecież wyglądał inaczej.... jak Izaya. 
-Nie mów o mnie jak o kalece- powiedział pobłażliwie na zachowanie blondyna- Myślę, że to z powodu utraty pamięci. Będąc tym kim byłem, najwyraźniej potrafiłem z tym żyć w normalny sposób- wzruszył ramionami zwyczajnie, co kłóciło się z jego tak nieludzkim spojrzeniem. Żyć w normalny sposób, tak ? No normalnym to Shizuo, by go nie nazwał, ale nie wypowiedział tej myśli na głos. Zastanawiało go jak informator mógł żyć z czymś takim... i tak dokładnie to ukryć. Miał w sobie tykającą bombę.... A teraz została uruchomiona.   
-Postanowione – powiedział blondyn ni z tego, ni z owego. Brunet patrzył na niego mierząc go wzrokiem - Skoro to z mojej winy straciłeś pamięć, to zwyczajnie pomogę ci ją przywrócić. Chce zabić pchłę, gdy wie za co ginie, poza tym nie pozwolę byś nagle zaczął biegać i zabijać sobie ludzi w mojej dzielnicy- wytłumaczył się Shizuo. Izaya przyswajał informacje. Miał rozumieć, że jego oprawca stoi tuż przed nim...? Nie zadał jednak żadnego pytania dotyczącego tych myśli, stwierdzając że przyjdzie jeszcze na to czas. A później...? Zwyczajnie go zabije, bo dlaczego nie ?  
-Dlaczego miałbym się zgodzić?- powiedział brunet przerywając protesty doktora. Nie chciał przebywać w tym samym miejscu co blondyn. Już na początku spotkania wyprosił go z tego powodu... 
-Ponieważ mamy ten sam cel i nie masz wyboru.- po zastanowieniu dodał- Głównie nie masz wyboru - powiedział blondyn z nową determinacją. Brunet otaksował go uważnym spojrzeniem szkarłatnych oczu. Czy ten blond-włosy dureń może mu się przydać? 
                                    

czwartek, 24 września 2015

Prolog

"Byłem nieostrożny". Czerwone oczy spojrzały wprost w wymierzoną w niego lufę czarnego magnuma 44. Co za upokorzenie. Za trzęsącym się pistoletem znajdował się łysy mężczyzna, z wydziaranym na ramieniu czarnym znakiem pomniejszego gangu motocyklowego. Sądząc po intensywności telepiącej się ze strachu dłoni, tatuaż był robiony na sporej dawce środków przeciwbólowych. Kompletny amator. Czarne włosy opadły na twarz informatora ukrywając szyderczy uśmiech . Oczywiście sam oprawca Orihary nie mógł go zobaczyć. Następne sekundy były ciągiem wydarzeń.  

.....Odbezpieczenie broni 

...............Huk wystrzału 

.........................Siła odrzutowa posyłająca bruneta na podłogę

Nieśmiertelny uśmiech informatora, któremu towarzyszyła bordowa krew rozpływająca się po starej podłodze magazynu